Byłam głucha na wszystkie jego argumenty. Wstałam, podeszłam do ściany i pochyliłam się, żeby podnieść kawałek rozbitej porcelany. W myślach zastanawiałam się, czy to lanie do skutku naprawdę wygląda tak. Lać trzeba do skutku.

Poszłam na studia do miasta wojewódzkiego. Dzieciaki mówiły do mnie „pani trener”. Musisz coś z siebie dać, żeby wejść do naszej rodziny. Pochyliłam się i szepnęłam mu prosto do ucha.
Dobrze smakuje bycie lanym do skutku. No dalej, powiedz to do mikrofonu. Docisnęłam kolano do jego pleców z odrobinę większą siłą. Karta z wypłatą ma iść do niej.
Tak, aż do skutku. Masz ją dzisiaj ustawić do pionu. Podniósł się powoli, dolepił się do stołu, ale nie usiadł. A co ma mój dom do naszego?
I wreszcie mam twoje własne przyznanie się do winy. Następnego ranka o 7:00 zadzwonił dzwonek do drzwi. Zignorowała mnie, podchodząc od razu do syna. Ustawiona do pionu?
Zapiszę cię do dobrego ginekologa w prywatnej klinice. Słuchaj, dziewucho, nie bierz tego do siebie. Odwróciła się gwałtownie do Tomka, wrzeszcząc na całą klatkę schodową: „Tomek, słyszysz, jak ta do mnie pyszczy? ”.
Jak komputer, w którym zawiesił się system. Mam nagranie jego przyznania się do winy. Z pieniędzy Kowalskich jest tu marne 30 000, za które ewentualnie mogłabym kupić nowe meble, gdybym odjęła koszt zniszczonej zastawy stołowej i tych starych kur, co je przywlekłaś. Rzuciłam z uśmiechem.
Poszłam do sypialni, z której wyciągnęłam spakowaną już wcześniej walizkę. Odwróciłam się na moment do milczącej Krystyny. Kobiety nie służą do bicia. Służą do tego, by je szanować.
Będzie pani starzeć się w strachu, bo jak zbraknie pani sił, ten sam system, który pani tu zbudowała, obróci się przeciwko pani. Właśnie się wyprowadziłam i przygotowuję się do rozwodu. Ich urażone męskie ego może doprowadzić do tragedii. Dobra, zmienię chyba kłódkę do szafki.
Kiedy usłyszał całą historię od a do z, milczał przez parę sekund, po czym oznajmił w słuchawkę: „Jesteś o wiele bystrzejsza niż twój ojciec 20 lat temu”. Kazałam powtarzać to do upadłego, wylewając siódme poty. Podeszła do mnie po zajęciach Zuza, dwudziestokilkuletnia dziewczyna pracująca w przedszkolu, uciekająca tu po tym, gdy ktoś nękał ją w tramwaju. Obroną własną jest zrobienie sobie przestrzeni do ucieczki.
Gotów własną klatą zagrodzić do mnie drogę. Ja już wszystko zakręciłam do końca. Wstałam, wsuwając kopię do teczki. Oby ci to dało do myślenia na przyszłość.
Do zobaczenia za rok na mistrzostwach Polski. Przekazywanie siły z rąk do rąk. Kiedy stawałam przed każdą nową klasą zszokowanych, zakompleksionych czy straumatyzowanych kobiet, mówiłam zawsze te same słowa, które wpoiłam swoim poprzednim uczniom.