Zawsze mówiła, że nie ma nic do ukrycia. A ja jej wierzyłem. Do czasu, gdy znalazłem pendrive od Danuty – te same zdjęcia, te same wiadomości, które widziałem wcześniej, tylko tym razem z imieniem…

Wróciłem do szpitala późnym wieczorem. Drzwi do jej sali otworzyłem powoli, żeby nie narobić hałasu. Leżała na wznak, z jedną ręką pod kołdrą, drugą na wierzchu. Oddychała płytko.

Thumbnail

Przez chwilę stałem w progach, patrząc na nią. Potem usiadłem na krześle przy łóżku. Wziąłem ją za rękę. Była zimna, ale nie chłodna jak wtedy, gdy coś się dzieje.

Ciepła, tylko trochę. Normalna. Nie spała. Otworzyła oczy i uśmiechnęła się tak, jak umiała tylko ona – tak, że znikały wszystkie zmarszczki wokół oczu.

Cicho powiedziała: “Wróciłeś. Myślałam, że już nie przyjdziesz. ” Milczałem. Nie chciałem jej okłamywać, ale nie potrafiłem też powiedzieć prawdy – że wracałem do domu, robiłem swoje, ale to się skończyło.

Że każda sekunda bez niej była jak coś, co ucieka. Zawsze mówiła, że nie ma nic do ukrycia, że to tylko niepotrzebne utrudnienie. Ale ja wiedziałem lepiej. Każdy system je ma.

Każdy człowiek coś trzyma. Tylko że w jej przypadku słowa brzmiały inaczej – takie gładkie, takie proste, że aż za proste. Poszedłem do stolika w głębi. Usiadłem tyłem do ściany.

Z telefonu wyciągnąłem notes, stary, trochę zagięty na rogach. Otworzyłem. Na pierwszej stronie napisałem: Roman, praca, finanse, Ela dostęp do domu. To nie był zwykły notes.

To był mój zapis wszystkiego, co wydawało mi się podejrzane. Zaczęło się od jednego zdjęcia. Później było ich więcej. Zdjęcia, te same, które widziałem wcześniej – ona uśmiechnięta, on obok, ona z kieliszkiem wina, głowa lekko odchylona do tyłu.

Oczy same wracały do nich, do niej, do tego uśmiechu, którego od dawna nie było przy mnie. Schowałem telefon do kieszeni, ale obraz nie znikał. Wszedłem do środka. Odwróciłem się i ruszyłem do drzwi.

Zadzwoniłem do niej wtedy. Pamiętam, że odebrała po kilku sygnałach, głos miała zmęczony. “Czy ty mnie jeszcze kochasz? ” – zapytałem.

Cisza. Potem: “Oczywiście, że tak. Po co pytasz? ” Mruknąłem cicho, bardziej do siebie niż do niej: “Może wróć szybko, cokolwiek, co pasowałoby do tych wszystkich lat.

” Ona nie usłyszała albo nie chciała usłyszeć. Wtedy nawet nie przyszło mi do głowy, żeby dopytać. Siedziałem w tym domu kultury, przy stoliku przy oknie. Kupiłem kilka kawałków ciasta, wrzuciłem datę do puszki.

Nagle podeszła do stolika bez wahania. Danuta. Te same oczy, które znałem od lat, ale teraz patrzyły na mnie tak, jakby widziały mnie pierwszy raz. Usiadła naprzeciwko, położyła dłonie na blacie.

“Muszę ci coś powiedzieć” – zaczęła. “Ale najpierw obiecaj, że nie zrobisz nic głupiego. ” Uśmiechnąłem się kwaśno. “To zależy.

Opowiedziała mi o Romanie. O tym, że to nie był zwykły znajomy. O tym, że widziała ich razem – w samochodzie, w parku, przed bramą. “Nie wiem, ile to trwa” – powiedziała.

“Ale nie chcę patrzeć, jak cię oszukuje. ” Później, kiedy odeszła, Danuta pochyliła się lekko do przodu i sięgnęła do torebki. Wyciągnęła mały pendrive. “To nie moje” – szepnęła.

“Ale może ci pomoże. Tylko nie mów nikomu, skąd masz. Ona nie wie, że ja to wiem. ” Wziąłem pendrive do ręki.

Był chłodny, lekki. Wsunąłem go do kieszeni. Dzwonił do mnie rano. Roman.

Głos miał spokojny, taki, jakby nic się nie stało. “Moglibyśmy się spotkać” – powiedział. “W sprawie pracy. ” Zgodziłem się.

Umówiliśmy się w jego biurze. Weszliśmy do środka. Drzwi do jego biura były zamknięte, ale klucz zadziałał bez problemu. Podszedłem do biurka.

System się otworzył. Foldery nazwane niby normalnie, ale wystarczyło zajrzeć do środka. Włożyłem pendrive do portu. Złapałem kilka dokumentów z biurka i wsunąłem do torby.

Usłyszałem kroki na korytarzu. Szybko zamknąłem system i cofnąłem się. Roman wszedł z uśmiechem. “Co ty tu robisz?

” – zapytał. “Przyszedłem, bo prosiłeś” – odpowiedziałem. “Tylko odebrałem coś, co zostawiłeś wczoraj. ” Spojrzał na biurko.

“Nie zostawiałem nic. ” Cisza zawisła w pokoju. Wiedziałem, że za chwilę zadzwoni do niej. Przyłożył telefon do ucha.

“Co to do cholery jest? ” – powiedział. “Do kogo dzwonisz? ” – zapytałem.

“Do kogo trzeba” – odpowiedział. Odwróciłem się i podszedłem do wyjścia. Schowałem telefon do kieszeni i odepchnąłem się od ściany. Te same słowa, które wszyscy mówią.

Wsiadłem do samochodu i przez chwilę siedziałem bez ruchu, ręce oparte o kierownicę. Potem wyciągnąłem pendrive. Otworzyłem go w telefonie. Zaczęły się pliki.

Zdjęcia, wiadomości, skany. Wszystko powiązane z Romanem, z pracą, z finansami. A obok tego – wiadomości od Eli. Też tam były.

Rozmowy, które ona prowadziła z kimś, kogo nazywała “R. “. Nocny deszcz zostawił po sobie wilgoć, ławki mokre, liście przyklejone do ścieżek. Wracałem do domu, robiłem swoje, ale to się skończyło.

W głowie miałem już pierwszy krok, prosty, skuteczny list dla Beaty. Później, kiedy odeszła, Danuta pochyliła się lekko do przodu. Minęło może 10 minut od momentu, kiedy wrzuciłem kopertę do skrzynki. Głosy dotarły do mnie po chwili.

“Co to do cholery jest? ” – usłyszałem. To była ona. Ela.

Stała w drzwiach, trzymając kopertę. “Co to jest? ” – zapytała jeszcze raz, głos drżał. “Zobaczyłem, co masz w telefonie” – powiedziałem.

“To nie jest to, co myślisz” – odpowiedziała. “Naprawdę? To powiedz, co to jest. Roman.

Praca. Finanse. Ela dostęp do domu. Wszystko u niego.

” Przez chwilę patrzyła na mnie tak, jakby widziała mnie pierwszy raz. Potem odwróciła się i poszła do sypialni. Wsadziłem ją do szuflady, zamknąłem. Kilka dni później poszedłem z Danutą do domu kultury.

W notesie miałem wszystko. Roman, praca, finanse, Ela dostęp do domu. Telefon Eli, Facebook, wszystko było pod ręką. W głowie miałem już pierwszy krok.

Znajdę cię, powiedziałem cicho, bardziej do siebie niż do niego. Poszedł do stolika w głębi. Usiadł tyłem do ściany. Podszedł prosto do Romana i usiadł naprzeciwko, bez powitania, bez uśmiechu.

Plecy miałem do nich, ale uszy pracowały. Odwróciłem się powoli i wróciłem do stolika. Wstałem i podszedłem do wyjścia. Schowałem telefon do kieszeni i odepchnąłem się od ściany.

Wiedziałem, że to jeszcze nie koniec. To był dopiero początek.