Kierowca gwałtownie zdjął nogę z gazu i wskazał w prawo. Przed zjazdem do wsi stał czarny SUV, z którego niemal wypchnięto ciężarną kobietę w kwiecistej spódnicy. Ledwo utrzymała się na nogach,…

Kierowca gwałtownie zdjął nogę z gazu i wskazał w prawo. Przed zjazdem na wieś Szoza zatrzymał się czarny SUV. Tylne drzwi otworzyły się na oścież i z wnętrza niemal wypchnięto ciężarną kobietę w długiej kwiecistej spódnicy. Ledwo utrzymała się na nogach, złapała się za brzuch, a samochód natychmiast ruszył i po chwili zniknął.

Thumbnail

– Zatrzymaj się szybko. Piotr przycisnął auto do pobocza. Anna już odpinała pas. Do negocjacji zostało mniej niż czterdzieści minut, Michał dzwonił dwukrotnie, a na siedzeniu leżała umowa nowego projektu.

Kobieta na poboczu zgięła się, jakby poczuła ból. – Źle się pani czuje? Nieznajoma podniosła głowę. Śniada twarz pobladła, oddech przyspieszył, a dłoń spoczywała na brzuchu.

– Nic, tylko się przestraszyłam. – Uderzyli panią? – Nie. – W takim razie proszę wsiadać.

Nie można tu zostać. Kobieta ostrożnie spojrzała na sedana. – Mam na imię Lila. – Pani Anna Kowalska.

Piotr podał wodę. Lila wzięła kilka łyków i wsiadła do samochodu. – Dokąd panią zawieść? – Do miasta.

Tam sama dojdę. Muszę na spotkanie. – Pojedzie pani ze mną do biura, a potem kierowca zawiezie panią, dokąd pani zechce. Lila skinęła głową.

Anna wyjęła z portfela kilka banknotów. – Proszę wziąć. Kupi pani coś do jedzenia dla siebie i malucha. – Dziękuję.

Za malucha też dziękuję. – Dlaczego wyrzucono panią na trasie? Lila spojrzała przez okno. – Bogacze się zezłościli.

– Za co? – Za dużo słuchać jest szkodliwe. Samochód utknął w korku na pół godziny. Telefon znowu zawibrował.

– Mój mąż Michał – powiedziała Anna. – Gdzie jesteś? – zapytał od razu. – Wiśniewski właśnie przyjechał.

– Będę za dwadzieścia minut. Utknęłam w korku. – Trzeba było wyjechać wcześniej. Anna, dzisiaj nie możesz się spóźnić.

Pan Wiśniewski i tak poszedł nam na rękę. – Rozumiem. Koperta u ciebie? – Tak.

W takim razie nie rozpraszaj się niczym, przyjeżdżaj. Jeszcze pół roku temu firma nie potrzebowała takiego finansowania. Potem opóźniły się rozliczenia, wzrosły koszty, a Michał przyprowadził Wiśniewskiego z propozycją inwestycji. Prawie dziesięć lat małżeństwa, a Anna przyzwyczaiła się uważać męża za osobę działającą dla wspólnego dobra.

Lila niespodziewanie pochyliła się do przodu. – Dokąd to? – Do biura. – Jak nazywa się firma?

– Budpol. Kobieta zamarła. Anna natychmiast to zauważyła. – Co się stało?

– Nic. – Zna pani tę firmę? – Nie. Odpowiedź zabrzmiała zbyt pospiesznie.

Lila odwróciła się do okna i nie powiedziała już ani słowa aż do centrum biznesowego. Przy wejściu Anna zwróciła się do kierowcy:

– Piotrze, zostań z Lilą. Niech zje coś w bufecie i zapisz wszystko na moje konto. Potem odwieziesz ją, dokąd powie.

Kobieta patrzyła na szklaną fasadę, na której dużymi literami widniała nazwa firmy. Na czwartym piętrze sekretarka powitała Annę. – Wszyscy już są w sali konferencyjnej. – Czy pan Marek Nowak będzie?

– Nie. Michał powiedział, że kwestie prawne są uzgodnione. To zdziwiło Annę. Nowak zwykle bywał obecny przy podpisywaniu dużych umów.

Drzwi sali otworzyły się. Michał wyszedł na spotkanie. – Wreszcie. Pan Wiśniewski się denerwuje.

Pocałował żonę w policzek i od razu spojrzał na teczkę. – Wszystkie dokumenty masz? – Tak. – No to idziemy.

Zazwyczaj przed ważnymi spotkaniami Michał stawał się bardziej opanowany. Dzisiaj czuło się w nim dziwny pośpiech. W sali konferencyjnej Wiśniewski podniósł się z krzesła. – Pani Anno, cieszę się, że szybko państwo przyjechali.

– Przepraszam za opóźnienie. – Najważniejsze, że teraz wszystko jest na miejscu. Obok Wiśniewskiego siedzieli konsultant i asystent. Ze strony Budpolu obecny był tylko Michał.

Anna usiadła na czele stołu. – Przejdźmy do ostatnich zmian. Mąż otworzył dokumenty. – Główna część pozostała ta sama.

Pan Wiśniewski zmniejszył prowizję i przesunął pierwszą płatność. Załącznik zawiera techniczne korekty. Wiśniewski uśmiechnął się. – Straciliśmy już tydzień na szczegóły prawne.

Myślę, że dzisiaj możemy zakończyć. Anna wzięła długopis, ale nie spieszyła się z podpisem. – Chcę zobaczyć ostateczne załączniki. Michał przysunął jej komplet.

– Wszystko jest tutaj. Przewertowała kilka stron. Tabele, terminy, listy podwykonawców, zabezpieczenie zobowiązań. Niektóre nazwy były jej nieznane.

– Granit. Co to za firma? Mąż odparł od razu:

– Niezawodny podwykonawca Wiśniewskiego. Biorą część dostaw.

– Dlaczego wcześniej ich nie widziałam? – Bo to jest ostateczna wersja. Wiśniewski wtrącił się:

– Pani Anno, na dużych projektach zawsze pracujemy z własną pulą firm. Nic niezwykłego.

– Wolę wiedzieć, komu przelewam pieniądze. – Oczywiście. Ale przecież nie będzie pani osobiście sprawdzać każdego dostawcy betonu. Anna podniosła wzrok.

– Jeśli zaliczka jest duża, będę. Już chciała poprosić o wezwanie prawnika, gdy za szklaną ścianą sali przemknęła jaskrawa spódnica. Rozpoznała Lilę. Kobieta stała w korytarzu i patrzyła prosto na Wiśniewskiego.

Sekretarka coś do niej powiedziała, ale Lila jakby nie usłyszała. Po sekundzie podeszła do drzwi. – Proszę mi wybaczyć. Tu nie wolno.

Rozległ się szybki tupot. Drzwi otworzyły się na oścież i Lila wpadła do sali tak gwałtownie, że młody asystent podskoczył. – Pani Anno, proszę nie podpisywać! – wykrzyknęła.

– To on dzisiaj w kawiarni mówił, że po pani podpisie zostaną pani same długi. Zapanowała cisza. Lila wyciągnęła rękę i wskazała palcem na Wiśniewskiego. Przedsiębiorca pobladł.

– Kto ją tu wpuścił? – Słyszałam – kontynuowała. – Roma. Siedział na werandzie.

Mówił o pani, o tej firmie. Wiśniewski odwrócił się do sekretarki. – Wezwijcie ochronę natychmiast. Anna przeniosła wzrok na męża.

Michał też zmienił wyraz twarzy. Nie zapytał, kim jest ta kobieta. Nie zdziwił się, że zna imię żony. Nie zażądał wyjaśnień.

– Anno, nawet nie myśl, żeby traktować te bzdury poważnie. Podpisuj. Potem się tym zajmiemy. Właśnie te słowa zaniepokoiły ją najbardziej.

– Dlaczego potem? – Bo siedzimy na negocjacjach, a nie wróżymy na rynku. – Nazwała Wiśniewskiego. I co z tego?

Mało to gdzie go widziała. Lila cofnęła się w stronę drzwi. W korytarzu pojawił się ochroniarz. – Powiedziałam, co słyszałam.

Nic więcej mi nie trzeba. – Proszę zaczekać – rozkazała Anna. – Lilo, co dokładnie pani słyszała? Ale kobieta przestraszyła się na dobre.

Odwróciła się i wybiegła. – Piotrze! – krzyknęła Anna, wychodząc za nią. – Dogonić ją!

Kierowca siedział w holu, podniósł się i ruszył w stronę schodów. Anna wróciła do sali. Wiśniewski stał przy oknie. – To już jest przesada – powiedział.

– Przyjeżdżam omawiać poważny kontrakt, a muszę wysłuchiwać oskarżeń jakiejś żebraczki z rynku. Nazwała moje nazwisko i firmę. Naprawdę uważa pani to za dowód? – Nie.

Dlatego chcę zrozumieć, co się stało. – A ja chcę zrozumieć, dlaczego osoby postronne swobodnie wchodzą na pani zamknięte negocjacje. Michał wziął teczkę i ponownie otworzył ją przed żoną. – Anno, wystarczy.

Kobieta usłyszała dwa słowa obok kawiarni i wymyśliła resztę. Zerwiemy transakcję z powodu bzdury? – Skąd wiesz, że ona słyszała coś obok kawiarni? Michał na chwilę zamilkł.

– Sama to powiedziała. – Dopiero po tym, jak zaproponowałeś mi podpisanie. Wiśniewski spojrzał na zegarek. – Mam dzisiaj jeszcze inne spotkanie.

Kończymy teraz. W przeciwnym razie nie obiecuję poprzednich warunków. Anna zamknęła dokument. – Dzisiaj podpisu nie będzie.

– Na serio? – Michał gwałtownie odwrócił się do niej. – Sprawdzę papiery jeszcze raz. – Już je sprawdzano.

– Drugi raz nie zaszkodzi. Wiśniewski wstał. – Do jutra czekam na odpowiedź. Krótko się pożegnał i wyszedł ze swoimi ludźmi.

Ledwo drzwi się zamknęły, Michał podszedł do Anny. – Rozumiesz, co zrobiłaś? Przesunęłaś podpisanie. Poniżyłaś człowieka, który jest gotów dać firmie pieniądze.

– Nikogo nie poniżyłam. Może odejść, to odejdzie. – A pensję za miesiąc czym zapłacisz? Anna spojrzała na męża.

– Aż tak źle jest? Odwrócił wzrok. – Tłumaczę ci od trzech miesięcy. – Mówiłeś o napiętym okresie.

Nie o tym, że za miesiąc nie będzie czym płacić ludziom. Michał z irytacją westchnął. – Nie czepiaj się sformułowań. W korytarzu pojawił się Piotr.

Pokręcił głową. – Nie znalazł jej. Wybiegła na ulicę, skręciła za róg. Szedłem do przystanku, potem na parking.

Nie ma jej. – Kamery przy wejściu – powiedziała Anna. – Widać na nich, jak wyszła. Dalej widok się urywa.

Lila mogła wyjaśnić, kogo słyszała obok Wiśniewskiego i dlaczego znalazła się w czarnym samochodzie. Teraz zostało tylko jej ostrzeżenie. – Pojadę do kawiarni – zaproponował Piotr. – Nie trzeba.

Najpierw zajmiemy się umową. Michał zapytał zirytowany, czy teraz cała firma będzie szukać tej kobiety. – Nikt jej nie będzie szukał. Sprawdzę dokumenty.

– Marek Nowak już sprawdził. – Dobrze, sama do niego zadzwonię. Mąż wyraźnie się spiął. – Po co odrywać Marka?

Jest teraz zajęty innym obiektem. – Znajdzie pięć minut. – Anno, przestań zamieniać zwykłą transakcję w śledztwo. – Wtedy nie masz się czego denerwować.

Michał przez chwilę patrzył na nią, po czym wziął telefon. – Rób, co chcesz. Tylko kiedy Wiśniewski się wycofa, nie mów, że cię nie ostrzegałem. Wyszedł.

Zostawszy sama, Anna ponownie otworzyła umowę. Jeszcze rano prawie nie wątpiła w transakcję. Teraz wzrok zatrzymał się na nazwie Granit. Ostateczny komplet Michał przyniósł dopiero dzisiaj.

I dlaczego Marek nie został zaproszony? Wybrała jego numer. Prawnik odebrał nie od razu. – Panie Marku, może pan rozmawiać?

– Tak. – Michał powiedział, że sprawdzał pan umowę z Wiśniewskim. – Sprawdzałem na początku tygodnia. Potem zgłosiłem uwagi i wysłałem Michałowi.

– Dzisiejszą wersję widział pan? – Co to znaczy dzisiejszą? Ostatni plik otrzymałem trzy dni temu. Michał napisał, że partnerzy przyjęli uwagi.

Na ostateczny komplet czekałem przed podpisaniem. – Jeszcze go pan nie widział? – Nie. Podpisał pan?

– Nie. – W takim razie niczego nie ruszać, dopóki nie porównam wersji. Wyślę skan. – Lepiej cały komplet.

I nikomu na razie nie mówić, że sprawdzam. Sekretarka zeskanowała dokumenty, a Anna wysłała je Markowi osobiście. Po trzydziestu minutach prawnik oddzwonił. – Sprawdziłem.

Główny tekst jest prawie taki sam. Najważniejsze zmienili w załącznikach. – Jak ważne? – Wystarczająco, żebym nigdy nie polecał pani tego podpisywać bez dodatkowej weryfikacji.

Anna podeszła do okna. – Konkretnie? – Pojawił się obowiązkowy podwykonawca Granit z dużą zaliczką. Dodano zabezpieczenie, zmieniono terminy, a kary są teraz związane z harmonogramem podwykonawców.

– Czy to legalne? – Tak. Ale konstrukcja jest niebezpieczna. – Michał mógł nie zrozumieć.

– Jest dyrektorem handlowym od dziesięciu lat. Takie rzeczy rozumie. Anna przypomniała sobie jego pośpiech. Podpisuj, potem się tym zajmiemy.

– Co pan proponuje? – Jutro rano spotkamy się bez Michała. Muszę znaleźć informacje o Granicie i porównać wszystkie wersje umowy. – Dobrze.

– I jeszcze jedno. Michał powiedział pani, że dwukrotnie sprawdziłem dzisiejszy komplet. Marek zamilkł na chwilę. – Wtedy mamy problem poważniejszy niż zła umowa.

Połączenie zostało przerwane. Po minucie do gabinetu wszedł Michał z typowym uśmiechem. – No i co? Ochłonęłaś?

– Tak. – Rozmawiałem z Wiśniewskim. Jeśli rano zadzwonimy i potwierdzimy transakcję, nie zmieni warunków. – Świetnie.

Na twarzy męża pojawiła się ulga. – Czyli podpisujemy. Anna wytrzymała jego spojrzenie. – Jutro zadecydujemy.

Michał podszedł bliżej i dotknął jej ramienia. – No właśnie. Nie trzeba rujnować interesów z powodu przypadkowych słów. Ona nic nie odpowiedziała.

Po raz pierwszy od prawie dziesięciu lat patrzyła na męża i nie myślała o tym, czy można mu ufać. Myślała o czymś innym: dlaczego Michał skłamał, że prawnik widział dokument, pod którym tak bardzo ją pospieszał. Rano Anna przyjechała do Budpolu wcześniej niż zwykle. W recepcji dyrektora handlowego paliło się światło.

Za stołem siedziała Zuzanna, sekretarka Michała. Miała dwadzieścia cztery lata, pracowała w firmie półtora roku i wydawała się uprzejma oraz sumienna. Dzisiaj szybko zamknęła jakieś okno na monitorze, ledwo zobaczyła szefową. – Dzień dobry pani Anno.

– Dzień dobry. Proszę przekazać mojemu mężowi, gdy się pojawi, że będę zajęta z panem Markiem Nowakiem. Zuzanna skinęła głową, ale nagle zapytała:

– A spotkanie z panem Wiśniewskim dzisiaj będzie? Anna zatrzymała się.

– Dlaczego panią to interesuje? – Michał prosił o przygotowanie sali konferencyjnej, jeśli potwierdzi pani podpisanie. – Na razie niczego nie przygotowujcie. Wcześniej sekretarka męża nigdy nie interesowała się decyzjami dyrektora generalnego.

Marek już czekał w gabinecie. Przed nim leżały dwa wydruki umowy poprzetykane zakładkami. – Porównałem wersję linia po linii. Tekst główny prawie nie ruszany.

Pułapka jest w załącznikach. Rozłożył tabelę. – Budpol otrzymuje finansowanie na nowy obiekt, ale jednocześnie przyjmuje zobowiązanie do współpracy z góry zatwierdzonymi podwykonawcami. Największym jest Granit.

– Zgodnie z tym harmonogramem przelewamy im zaliczkę jeszcze przed wejściem na plac budowy – powiedziała Anna. – Dokładnie. A dalej ciekawiej. Terminy naszej firmy zależą bezpośrednio od ich dostaw.

Jeśli Granit opóźnia dostawy materiałów, odpowiedzialność wobec inwestora i tak ponosimy my. Kary są poważne plus zabezpieczenie. Marek pokazał następną kartkę. – Baza produkcyjna, część sprzętu i prawo do roszczeń z kilku kontraktów.

W przypadku opóźnienia sytuacja staje się niezwykle nieprzyjemna, ale legalna. Sama umowa jest legalna. Pytanie, dlaczego dyrektor handlowy ukrył ostateczną wersję przed prawnikiem firmy. Anna wskazała palcem na nazwę podwykonawcy.

– Co wiadomo o Granicie? – Firma istnieje osiem miesięcy. Założyciel i dyrektor Tomasz Zieliński, czterdzieści cztery lata. Niewielki personel.

Obroty szybko rosną. Bezpośredni związek z Wiśniewskim na razie nie jest widoczny. – Z Michałem sprawdzam. Dyrektorka finansowa Katarzyna Wróbel weszła z tabletem i od razu zauważyła dokumenty.

– Coś poważnego? Anna zamknęła drzwi. – Potrzebuję wykazu kontrahentów, których Michał ściągnął w ciągu ostatniego roku. Osobno Granit.

Katarzyna zdziwiła się. – Już z nimi pracowaliśmy kilka razy. Otworzyła system i przysunęła tablet. – Pierwsza umowa była wiosną, potem jeszcze dwie.

Kwoty mieściły się w zakresie uprawnień dyrektora handlowego, dlatego nie wymagały pani podpisu. – Za co płacili? – Materiały, specjalistyczny sprzęt, drogi dojazdowe. Marek zapytał:

– Są protokoły odbioru?

– Tak, mogę sprawdzić dokumenty źródłowe i porównać z obiektami. – Proszę wszystko podnieść – zarządziła Anna. – I na razie nikomu nie mówić. Nawet panu Michałowi.

Zwłaszcza jemu. Kiedy Katarzyna wyszła, Marek cicho zauważył:

– Granit pojawił się nie wczoraj. Około dziesiątej rano Michał wszedł bez pukania. – Dzień dobry, Marku.

I ty tu jesteś. – Pani Anna poprosiła o sprawdzenie umowy. – My przecież wczoraj wszystko omówiliśmy. – Ty omawiałeś?

– powiedziała żona. – Ja sprawdzam. Mąż przeniósł wzrok na wydruki. – Znalazłaś coś kryminalnego?

– Jestem prawnikiem, a nie śledczym – odparł Marek. – Znalazłem warunki, które wymagają analizy. – Analizujcie do obiadu. Wiśniewski nie będzie czekał tygodnia.

– Dzisiaj podpisania nie będzie – powiedziała Anna. – Wczoraj obiecałaś zdecydować rano. – Zdecydowałam. – Na podstawie czego?

– Dokumentów. Michał z irytacją uśmiechnął się. – Jedna Romka opętała ci głowę i teraz cała firma będzie szukać spisku. – Lila nie ma nic do rzeczy.

Ostatecznej wersji nie pokazałeś Markowi. – Nie zdążyłem. – Ale mi powiedziałeś, że ją sprawdził. – Mówiłem o strukturze.

– Dwukrotnie twierdziłem, że umowa jest sprawdzona. Drgnął mu kącik ust. – Chcesz złapać mnie na słowie? Spieszyłem się.

Wiśniewski przysłał załącznik rano. Sam je przejrzałem i nie widziałem problemu. Marek dotknął strony. – A obowiązkowy Granit?

– Normalny podwykonawca. Pracowałeś z nim wcześniej. – Oczywiście. Anna wtrąciła się:

– Wczoraj powiedziałeś, że to podwykonawca Wiśniewskiego.

Mąż na chwilę zamarł. – Oni z nim pracują. My też zatrudniliśmy ich do poszczególnych obiektów. – Dlaczego o tym nie wiedziałam?

– Jesteś dyrektorem generalnym, Anno, a nie dyspozytorem. Jeśli będę ci przynosił każdą umowę na żwir, po co wtedy dział handlowy? – Na razie niczego nie podpisujemy. – Ty rujnujesz projekt.

– W takim razie znajdź inny, gdzie nie ukrywa się przede mną warunków. Michał odwrócił się do Marka. – Zostaw nas. – Nie, Marek zostanie.

Mąż spojrzał na Annę, gwałtownie zamknął teczkę i wyszedł. Przez szklaną przegrodę było widać, jak zatrzymał się przy biurku Zuzanny. Dziewczyna wstała. Michał pochylił się do niej, coś powiedział półgłosem, a sekretarka od razu wzięła telefon i skierowała się w stronę schodów.

Po dziesięciu minutach Wiśniewski napisał Annie: „Oferta obowiązuje do wieczora”. – Michał zdążył zadzwonić – powiedziała. – Albo ktoś inny – odparł Marek. Do południa Katarzyna wróciła z grubą teczką.

– Nie podoba mi się to, co znalazłam. W dwóch umowach z Granitem ceny są wyższe niż zwykle, o około jedną czwartą. Ale trzecia płatność jest znacznie gorsza. Przelaliśmy im pieniądze za tymczasową drogę w pobliżu osiedla południowego.

Tam pracowała firma Drogtech. – Dokładnie. Katarzyna wyłożyła dwa protokoły odbioru. – Drogtech otrzymał zapłatę za cały zakres.

Po ośmiu dniach Michał podpisał jeszcze jeden dokument z Granitem na część tych samych prac. – Może był dodatkowy odcinek? – Zadzwoniłam do kierownika budowy pod pretekstem kwartalnej weryfikacji. Twierdzi, że innych podwykonawców tam nie było.

Marek wziął protokół. – Podpis dyrektora technicznego zeskanowany. Oryginału brak. Katarzyna podała kwotę.

To nie były już niebezpieczne warunki przyszłej umowy. Pieniądze zniknęły kilka miesięcy temu. – Kto zatwierdził płatność? – Michał.

Zgodnie z wewnętrznym limitem miał prawo. – Kto przyniósł dokumenty? Katarzyna przewertowała dziennik. – Odbiorcą paczki Zuzanna Arkadiewicz.

Anna podniosła głowę. Sekretarka Michała zarejestrowała komplet i przekazała do księgowości. Samo w sobie to niczego nie udowadniało, a jednak nazwisko Zuzanny znalazło się obok Granitu. Po obiedzie Anna zobaczyła dziewczynę przy kopiarce.

– Zuzanno, proszę do mnie. W gabinecie sekretarka usiadła na krześle. – Opracowywała pani dokumenty dotyczące Granitu? – Ja opracowuję wszystko, co przekazuje mi pan Michał.

– Pamięta pani protokół odbioru drogi przy osiedlu południowym? – Nie. Mamy dużo papierów. – Rejestrowała pani to.

– Kto przyniósł oryginały? Zuzanna wyraźnie się zdenerwowała. – Chyba kurier. – W dzienniku jest zapisane, że paczkę otrzymała pani osobiście.

Czyli otrzymała od kogo? – To było kilka miesięcy temu. Proszę się postarać przypomnieć. Dziewczyna spuściła wzrok.

– Chyba pan Michał sam dał mi teczkę. – Dobrze, może pani iść. I naszej rozmowy na razie z nim nie omawiajcie. – Oczywiście.

Po piętnastu minutach mąż pojawił się u Anny. – Po co przesłuchujesz moją sekretarkę? Anna powoli położyła telefon na stole. – Szybko mu to powiedziała.

Zamilkł. – Zuzanna się przestraszyła. – Wzywasz pracowników i zadajesz dziwne pytania. – Poprosiłam ją, żeby ci nic nie mówiła.

Nie mogła powiadomić szefa, że dyrektor generalny rozpoczął kontrolę. Czyli jednak powiadomiła. – Anno, przestań bawić się w detektywa. – Sprawdzam płatność za pracę, której chyba nam nie wykonano.

Michał zmienił wyraz twarzy. – Jaką płatność? Podała obiekt. Michał wzruszył ramionami.

– Był tam dodatkowy sprzęt. – Kierownik budowy tego nie potwierdza. – On połowy nie pamięta. – Oryginał aktu jest.

– Powinien być. Nie ma go. Mąż odwrócił się. – Zajmę się tym.

– Nie trzeba. Zajmują się inni. – Nie ufasz mi? – Teraz ufam dokumentom.

Wyszedł, trzaskając drzwiami. O siódmej wieczorem Marek pojawił się z nowymi informacjami. – Znalazłem Zielińskiego. Uczył się z Michałem na tym samym uniwersytecie.

Ten sam rocznik, ta sama specjalność. – Jesteś pewien? – Tak. W archiwum absolwentów jest lista.

– Michał nigdy o nim nie mówił. Marek położył przed nią starą ofertę handlową. – Jest coś jeszcze. Siedem lat temu Zieliński już próbował wejść do naszej firmy jako podwykonawca.

– Kto odmówił? – Pani ojciec. Na dole widniała adnotacja Jana Kowalskiego: „Nie współpracować. Ofertę odrzucić”.

Przyczyny w teczce brak. Drzwi uchyliły się. W progu pojawiła się Zuzanna. – Przepraszam.

Czy pan Michał już wyszedł? – Nie wiem. Sekretarka pobladła. – Prosił, żebym czekała.

– Proszę do niego zadzwonić. – Telefon wyłączony. Zuzanna cofnęła się o krok i z jej teczki wysunęła się biała koperta. Upadła obok stołu Marka.

Dziewczyna natychmiast się schyliła, ale Anna już zobaczyła napis na przedniej stronie: „Zuzanna na mieszkanie”. Pismo Michała rozpoznała od razu. – Co to? – Nic.

– Skąd to u pani? – Pan Michał dał. – Kiedy? – Dzisiaj.

– Proszę otworzyć. – Przepraszam, ale to prywatne. – Dobrze, nie otwierać. Jutro służba ochrony sprawdzi kamery i dokumenty dotyczące operacji, które przeszły przez dział handlowy.

Dziewczyna od razu się spięła. – A ja tu niby co? – Na razie nic. Ustalam, w jaki sposób do księgowości trafiały dokumenty Granitu.

– Jestem sekretarką. Dają mi dokumenty, rejestruję i przekazuję dalej. W tym akty na pracę, których być może nie było. Skąd mam wiedzieć, czy były, czy nie?

Nie bywam na budowach. Marek spokojnie zapytał:

– To dlaczego tak panią przeraziła zwykła kontrola? – Bo rozmawiają państwo ze mną tak, jakbym coś ukradła. – Nikt panią o kradzież nie oskarża – powiedziała Anna.

– Interesuje mnie koperta. – To w ogóle nie jest związane z firmą. – Na niej ręką mojego męża napisano „Zuzanna na mieszkanie”. Sekretarka odwróciła wzrok.

– Pan Michał obiecał pomóc z mieszkaniem. – Dlaczego? – Bo zamierzam wziąć kredyt hipoteczny. On wie, że od dawna szukam mieszkania.

– Dyrektor handlowy pomaga wszystkim swoim sekretarkom kupić mieszkania? Zuzanna spłonęła rumieńcem. – Na co pani teraz insynuuje? – Na razie na nic nie insynuuje.

Zadaję pytanie. – Pan Michał po prostu podpowiedział dobrego dewelopera. Ma znajomych w tej firmie. – W takim razie proszę pokazać, co jest w środku.

– Nie jestem zobowiązana. – Nie jest pani zobowiązana. Ale jeśli tam naprawdę jest zwykła oferta dewelopera, nie rozumiem, dlaczego tak bardzo stara się pani ją ukryć. Zuzanna przez kilka sekund patrzyła na nią, po czym gwałtownie wyciągnęła zawartość.

W kopercie leżała ulotka nowego kompleksu mieszkalnego i wydruk rezerwacji jednopokojowego mieszkania. W rubryce nabywcy stała kreska. Anna przeleciała wzrokiem stronę. Podana była wartość mieszkania, numer i termin, do którego należało wpłacić pierwszą dużą transzę.

Data przypadała mniej więcej dwa tygodnie po przewidywanym zawarciu transakcji z Wiśniewskim. – To jest ta pomoc. Pan Michał załatwił, żeby mieszkanie było zarezerwowane dla pani? – Tak, za darmo.

Potem sama załatwię kredyt hipoteczny. – A pierwsza wpłata? Zuzanna na chwilę się zmieszała. – Mam oszczędności.

Wystarczające. To moje pieniądze, pani Anno. – Oczywiście. Dlatego nie proszę o pokazanie pani konta.

Pytam, jaki związek z zakupem ma Michał. – Żaden. On tylko pomógł z rezerwacją. – To dlaczego napisał „na mieszkanie”?

– Nie wiem. Chyba żebym zrozumiała, co jest w środku. Anna spojrzała na Marka. Ten nic nie powiedział.

– Zuzanno, spotyka się pani z moim mężem? Dziewczyna odsunęła się, jakby usłyszała obelgę. – Co? Pytanie jest niezwykle proste.

– Nie, oczywiście. Nigdy nic między wami nie było. – Nawet po pracy jestem jego sekretarką. – To nie jest odpowiedź.

Zuzanna podniosła głos. – Powiedziałam: nie. Michał jest moim szefem. Wszystko inne sama pani teraz wymyśliła.

– To dlaczego dzisiaj naruszyła pani moje bezpośrednie polecenie i od razu mu pani powiedziała, że pytałam o Granit? – Bo jest moim bezpośrednim przełożonym. – Jestem dyrektorem generalnym firmy. – A pani jest jego żoną.

Prosił panią, żeby dzisiaj na niego czekać po pracy w służbowej sprawie. – W jakiej? – Nie wiem. Powiedział, żeby nie wychodzić.

– A mieszkanie zarezerwował też w służbowej sprawie. – Już wyjaśniłam. Zuzanna ponownie schowała dokumenty do koperty. Anna nie podnosiła głosu.

– Z jakich pieniędzy powinna być wpłacona pierwsza rata? – Z moich. – Dlaczego więc termin jest powiązany właśnie z okresem po transakcji z Wiśniewskim? – Nie jest do niczego powiązany.

Tak ustalił deweloper. – Michał powiedział pani, że po tej transakcji coś się zmieni? – Nie, absolutnie nic. Marek wtrącił się po raz pierwszy:

– Zuzanno, przecież pani rozumie, że teraz mowa przede wszystkim o dokumentach firmy.

Jeśli za pośrednictwem pani przesyłano materiały do zewnętrznego kontrahenta, można to ustalić bez omawiania pani osobistych relacji z panem Michałem. – Żadnych relacji między nami nie ma. – Dobrze, porozmawiajmy tylko o pracy. Wysyłała pani coś Tomaszowi Zielińskiemu?

Zuzanna zmarszczyła brwi. – Nie pamiętam nazwiska. – Firma Granit. – Być może dużo rzeczy wysyłam.

Z poczty służbowej zazwyczaj tak. – A z osobistej? – Po co mi używać osobistej poczty do pracy? Marek spojrzał na nią uważniej.

– To właśnie ustalamy. – Nie mam nic do ukrycia. – Czyli jutro będzie pani mogła pokazać korespondencję związaną z poleceniami pana Michała. Zuzanna od razu się spięła.

– Mojej osobistej poczty nikomu nie pokażę. – A służbowej? – Służbową proszę sprawdzać ile pani chce. Anna zapytała:

– Michał kiedykolwiek prosił panią o wysłanie pliku służbowego nie przez adres korporacyjny?

– Nie pamiętam. – Przed chwilą pani powiedziała, że nie ma nic do ukrycia. – Bo naprawdę nie mam nic do ukrycia. Ale nie jestem zobowiązana pamiętać o każdym pliku przez półtora roku pracy.

Anna zachowała krótkie milczenie. – Dobrze. Jutro specjaliści pobiorą służbową korespondencję w ustalonym trybie. – Proszę.

Zuzanna wstała. – Mogę iść? – Tak. Przy drzwiach dziewczyna zatrzymała się.

– Pani Anno, rozumiem, dlaczego jest pani zła, ale pani się myli co do mnie. – Jeszcze nic o pani nie zdecydowałam. – Michał zawsze traktował mnie tylko jako pracownika. – W takim razie nie ma się czego pani obawiać.

Zuzanna skinęła głową, jednak wyszła zbyt pospiesznie. Anna podeszła do szklanej przegrody. Sekretarka wróciła za swój stół, szybko wyjęła telefon i napisała wiadomość. Po kilku sekundach schowała urządzenie, zauważając spojrzenie szefowej.

Marek stanął obok. – Wierzysz jej? – Nie. Z powodu mieszkania, z powodu wszystkiego od razu.

Ale dowodów na osobisty związek na razie brak i nie zamierzam jej oskarżać bez dowodów. Anna wróciła do stołu i przypomniała sobie napis na kopercie. „Zuzanna na mieszkanie”. Zbyt dziwny prezent dla zwykłej sekretarki.

Zbyt dogodna data płatności. Zbyt szybka reakcja Michała po rozmowie o Granicie. – Jutro zaczynamy od poczty służbowej – powiedziała. – Zgadzam się.

Tylko trzeba działać ostrożnie. Korporacyjną korespondencję możemy sprawdzać w ramach wewnętrznych uprawnień, a do prywatnej bez podstaw prawnych nie będziemy się wtrącać. – Oczywiście. Marek już zbierał papiery, gdy na stole Anny zawibrował telefon.

Pisał Michał: „Nie zatrzymuj się. Zuzannę już puściłem. Musimy porozmawiać w domu”. Anna ponownie przeczytała wiadomość.

Nie mógł wiedzieć, że sekretarka wciąż była w biurze, jeśli nie kontaktował się z nią kilka minut wcześniej. Podniosła wzrok na szklaną ścianę. Stanowisko pracy Zuzanny było już puste. Na stole została filiżanka z niedopitą kawą, a komputer był wyłączony.

Koperty też nie było. Anna nic nie powiedziała Markowi o swoich podejrzeniach co do zdrady. Na razie to pozostawało tylko przypuszczeniem, ale jedno stawało się oczywiste: Zuzanna bała się kontroli o wiele bardziej, niż powinna bać się sekretarka, która jedynie rejestrowała cudze dokumenty. Przy kolacji Michał mówił tak, jakby w firmie nie zaszło nic poważnego.

Omawiał dostawców, narzekał na korki, pytał, czy nie zadzwonić rano do Wiśniewskiego. Anna odpowiadała krótko. – Cały wieczór milczysz. Znowu myślisz o transakcji?

– Myślę o firmie. – W takim razie trzeba się zgodzić. Za miesiąc sama zobaczysz, że miałem rację. Wypił wodę i uważnie spojrzał na żonę.

– I po co dzisiaj czepiłaś się Zuzanny? – Rejestrowała dokumenty Granitu. To jej praca. – Zadawałam pytania służbowe.

– Nie tylko służbowe. Powiedziała, że urządziłaś scenę z powodu mieszkania. Anna podniosła wzrok. – Dziewczyna się przestraszyła.

Zobaczyłaś kopertę i wymyśliłaś Bóg wie co. – Naprawdę pomogłeś jej zarezerwować mieszkanie? – Tak. U dewelopera pracuje znajomy.

Zuzanna od dawna szuka mieszkania. – I osobiście nosisz sekretarce ulotki z napisem „na mieszkanie”? – Anno, masz mało problemów w firmie. Teraz jeszcze zazdrość ci się zachciało.

– Nie jestem zazdrosna. – W takim razie zostaw dziewczynę w spokoju. – Jeśli nie jest związana z Granitem, zostawię. Michał odsunął talerz.

– Przewracasz cały biurowiec do góry nogami z powodu jednej wątpliwej płatności. – Z powodu kilku. Od razu się spiął. – Jakich jeszcze?

– Jutro się dowiem. – Celowo ze mną grasz? – Nie. Sprawdzam to, co powinnam była sprawdzić wcześniej.

Mąż wstał. – Z takim podejściem niedługo zostaniesz sama w swojej drogocennej firmie. Do sypialni poszedł z telefonem. Następnego ranka Zuzanny nie było na miejscu.

Zadzwoniła do działu kadr, powiedziała, że źle się czuje. Michał też się spóźniał. Marek przyszedł razem z kierownikiem wewnętrznego działu IT. Zgodnie z zasadami Budpolu służbowe skrzynki należały do firmy, a wiadomości były archiwizowane na serwerze.

Dyrektor generalny miał prawo zlecić wewnętrzną kontrolę korporacyjnej korespondencji. – Prywatnych e-maili i telefonu nie ruszamy – uprzedził prawnik. – Sprawdzamy tylko służbowe zasoby. Specjalista otworzył archiwum adresu Zuzanny.

Na początku pojawiały się zwykłe e-maile, bilety, zamówienia, zaproszenia, dokumenty dostawców. Potem wyszukiwanie hasła „Granit” ujawniło wątek usunięty z bieżącej skrzynki. – Kopie na serwerze zachowały się – wyjaśnił pracownik. Zuzanna kilka razy wysyłała Tomaszowi Zielińskiemu tabele Budpolu.

Prawie wszędzie widniał ten sam dopisek: „Na polecenie pana Michała”. Pierwszy załącznik zawierał listę aktywnych klientów z wolumenami kontraktów, terminami i kontaktami. – Po co podwykonawcy nasza baza klientów? – zapytała Anna.

W drugim pliku porównano ceny Budpolu i Granitu. W trzecim obok kilku klientów widniały adnotacje: „Gotów przejść”, „Omówić po uruchomieniu”, „Kontakt o”. Katarzyna Wróbel wezwana do gabinetu przeczytała tabelę. – Tych dwóch klientów Michał sam odmówił przedłużać wiosną.

Powiedział, że nie mamy mocy przerobowych. – Dokąd poszli? Dyrektorka finansowa szybko sprawdziła dane. – Jeden już pracuje z Granitem.

Drugi prowadzi z nimi negocjacje. Anna zamknęła plik. Ostatnie miesiące mąż przekonywał ją, że klienci odchodzą sami. Teraz okazało się, że część klientów mogła być celowo kierowana do Zielińskiego.

– Proszę podnieść wszystkie rezygnacje działu handlowego z tego roku – zarządziła. – Porównajcie, kto potem znalazł się u Granitu. Specjalista kontynuował wyszukiwanie. Znaleziono e-mail z działu sprzedaży kompleksu mieszkalnego wysłany przez Zuzannę tydzień temu: „Na prośbę pana Michała rezerwacja przedłużona.

Pierwsza wpłata oczekiwana po zakończeniu transakcji inwestycyjnej. Formalności jak ustalono na pani nazwisko”. Anna ponownie przeczytała tekst. – Wczoraj mówiła, że pierwszą wpłatę wniesie sama.

Tu nie wskazano, kto będzie płacił – zauważył Marek. – Ale związek terminu z transakcją Wiśniewskiego jest oczywisty. W tym momencie drzwi otworzyły się. Wszedł Michał.

Widząc archiwum na monitorze, zatrzymał się. – Co tu się dzieje? – Wewnętrzna kontrola. – Czytasz pocztę mojej sekretarki?

– Służbową – odparł Marek. – W ramach uprawnień dyrektora generalnego. – Całkiem oszalałaś? Anna przekręciła do niego ekran.

– Dlaczego Zuzanna wysyłała Zielińskiemu naszą bazę klientów na twoje polecenie? – Do obliczeń nowego projektu. – Tam są firmy, które nie mają z nim nic wspólnego. – Omawialiśmy przyszłe obciążenie.

– A co oznacza „gotów przejść”? – Nie sporządzałem tej tabeli. – Ale Zuzanna napisała, że wykonywała twoje polecenie. Michał gwałtownie odparł:

– Mogła pomylić plik.

Anna przez chwilę patrzyła na męża. Jeszcze wczoraj bronił dziewczyny. Teraz przy pierwszej oznace niebezpieczeństwa obarczył ją winą. – Czyli sekretarka sama zdecydowała oddać Zielińskiemu bazę?

– Tego nie powiedziałem. – Dokładnie tak zabrzmiało. On odwrócił się do Marka. – Jeśli Wiśniewski dowie się, że kopiecie pod jego podwykonawcę, negocjacje się zakończą.

– Transakcja nie jest podpisana – powiedział prawnik. – Dzięki wam. – Michale, wyjdź – powiedziała Anna. – Mam naradę.

– Jestem dyrektorem handlowym. – Teraz cię to nie dotyczy. Zatrzymał się przy drzwiach. – Potem mi mów, że nie próbowałem ratować firmy.

Do południa Katarzyna przyniosła nowy raport. Z siedmiu klientów, których dział handlowy odmówił w ostatnich miesiącach, trzech wkrótce podpisało umowy z Granitem, a dwóch innych otrzymało ofertę Zielińskiego prawie natychmiast po negocjacjach z Budpolem. – Skąd znali nasze ceny? – zapytała Anna.

Katarzyna spojrzała na pobrane e-maile. Odpowiedź nie była potrzebna. Marek tymczasem wrócił do starej oferty handlowej Zielińskiego. Siedem lat temu ojciec Anny napisał na niej: „Nie współpracować.

Ofertę odrzucić”. – Jan Kowalski rzadko umieszczał takie adnotacje bez wyjaśnienia – zauważył prawnik. W archiwum przyczyny nie znaleziono. Po piętnastej Anna pojechała do matki.

Teresa Kowalska zaprowadziła ją do dawnego gabinetu męża. W dolnej szafce zachowały się pudełka z dokumentami służbowymi i dziennikami. Potrzebne nazwisko znalazło się w starym zapisie: „Zieliński. Michał znowu przyprowadził.

Sprawdzić kosztorysy”. Na następnej stronie dodano: „Zawyżenie w trzech pozycjach. Nie podpisywać sam. Porozmawiać osobno”.

– Mamo, pamiętasz, co wtedy się stało? Teresa Kowalska usiadła naprzeciwko. – Michał przyprowadził znajomego podwykonawcę. Zapewniał, że ceny są korzystne.

Ojciec sprawdził obliczenia i wykrył zawyżenie. – Dlaczego mi nie powiedziałaś? – Jan nie chciał ingerować w wasze małżeństwo. Michał wycofał się.

Zieliński zniknął, a tata uznał, że sprawa jest zamknięta. – Podejrzewał ich o zmowę? – Dowodów nie miał, ale raz powiedział mi: „Zięć zbyt mocno chce decydować, dokąd idą pieniądze, które do niego nie należą”. Matka wyjęła z pudełka cienką teczkę.

W środku leżał projekt umowy sprzed ośmiu lat. Michał proponował utworzenie oddzielnej firmy do podwykonawstwa dla Budpolu. Wśród potencjalnych uczestników figurował Tomasz Zieliński. – Tu Michała nie ma wśród właścicieli – zauważyła Anna.

– To właśnie zaniepokoiło ojca. Michał zbyt aktywnie promował obcą firmę, w której formalnie nic nie otrzymywał. Dlatego ojciec nie dał mu udziałów w Budpolu. Potem ostatecznie postanowił, że nie da.

Anna przypomniała sobie, jak mąż latami opowiadał o niesprawiedliwości teścia. Okazało się, że ojciec widział to, czego ona sama wolała nie zauważać. Telefon zawibrował wiadomością. Michał pytał, gdzie jest.

Anna schowała aparat. – Podejrzewasz go? – cicho zapytała matka. – Już nie tylko podejrzewam.

Na razie nie znam skali. Przed wyjazdem Anna wyszła na balkon i zadzwoniła do Ewy Malinowskiej. Przyjaciółce nie opowiadała o szczegółach finansowych, tylko powiedziała, że w małżeństwie chyba wszystko jest dużo gorzej, niż się wydawało. – Jesteś pewna co do Michała?

– zapytała Ewa. – Co do tego, że kłamie, już tak. – A sekretarka? Anna zamilkła.

– Na razie mam tylko podejrzenia. – W takim razie nie rób awantury przed czasem. Jeśli oboje coś ukrywają, niech myślą, że wiesz mniej. Ta rada pokrywała się z tym, do czego Anna doszła sama.

Chciała natychmiast zażądać od męża odpowiedzi, ale jedna emocjonalna scena mogła ostrzec Zielińskiego i Wiśniewskiego. – Najgorsze – cicho powiedziała – to, że cały czas uważałam Michała za człowieka, który po ojcu chroni firmę. A okazuje się, że ojciec chronił ją przed nim. – Nie wyciągaj wniosków przed dokumentami.

– Dokumenty już zaczynają mówić. Ewa poprosiła o telefon o każdej porze. Anna rozłączyła się i jeszcze przez kilka minut stała sama. Potem schowała telefon do torebki.

Płacz wydawał się teraz bezużytecznym luksusem. Najpierw musiała zrozumieć, co dokładnie zamierzał jej odebrać mąż. Do domu wróciła około dziewiątej. Michał czekał w salonie.

– Gdzie byłaś? – U mamy. – Mogłaś uprzedzić. – Mogłam.

Podszedł bliżej. – Rozmawiałem z Wiśniewskim. Jest gotów zmniejszyć kary i zaliczkę dla Granitu. – W takim razie mam warunek wzajemny.

Granit całkowicie wykluczamy. – Po co? – Nie podoba mi się ten podwykonawca. Od niego zależą dostawy.

Znajdziemy innego. – Wiśniewski się nie zgodzi. – To transakcji nie będzie. – Jesteś gotowa stracić finansowanie z powodu nazwy w tabeli?

– Z powodu trzech byłych klientów Budpolu, którzy przeszli do Zielińskiego po decyzjach twojego działu. Michał zamilkł. – Grzebiesz we wszystkim. – To moja firma.

– Nasza. Słowo zabrzmiało ostro. – W sensie prawnym nie. Mąż zmienił wyraz twarzy.

– Tak teraz mówisz. – To fakt. – Dziesięć lat haruję tu, a ty wciąż powtarzasz: moja firma. – To wyjaśnij, po co oddawałeś bazę klientów Zielińskiemu.

– Nic mu nie oddawałem. – Są maile. – Zuzanna wysyłała dziesiątki plików. Mogła pomylić adresata.

– Drugi raz w ciągu dnia próbujesz zrzucić wszystko na nią. Michał odwrócił się. – Mam dość usprawiedliwień. – To się nie usprawiedliwiaj.

Rano wyjechał wcześniej niż żona. W biurze Annę powitał szef służby ochrony. – Wczoraj prosiła pani o sprawdzenie ruchu po piętrze po siedemnastej. Jest jedna sprawa.

Zeszli do pokoju ochrony. Na nagraniu z kamery podziemnego parkingu Zuzanna wyszła z windy i pozostała przy kolumnie. Po kilku minutach pojawił się Michał. Dziewczyna sama poszła do niego, objął ją, potem pocałował.

Anna patrzyła na ekran w milczeniu. – Dalej włączyć? – zapytał pracownik. – Nie.

Proszę zostawić nagranie w zwykłym archiwum. Nie zamierzała zamieniać służby ochrony w broń osobistej zemsty. Na górze Anna spotkała Zuzannę. Ta już siedziała za biurkiem, choć wczoraj skarżyła się na złe samopoczucie.

– Lepiej pani? – Tak, pani Anno. – Dobrze. Pan Michał jeszcze nie przyjechał?

– Nie pytałam. Sekretarka odwróciła wzrok. W gabinecie Anna zamknęła drzwi. Półtora roku obok niej istniało inne życie męża, a kochanka codziennie siedziała kilka metrów od jej gabinetu i spokojnie witała się rano.

Lecz zdrada wydawała się teraz tylko częścią znacznie większej zdrady. Marek wszedł z wydrukiem. – Znalazł pan plik, który powinna pani zobaczyć. Zuzanna otrzymała go od Zielińskiego miesiąc temu, potem przesłała Michałowi.

Oba maile usunięto, ale archiwum się zachowało. Dokument nazywał się „Wstępna struktura po uruchomieniu projektu”. Opisywał przyszły podział udziałów w Granicie. Zieliński zachowywał część.

Kolejny pakiet przeznaczono dla struktury Wiśniewskiego. Naprzeciw trzeciego udziału stało: A. B. D.

, trzydzieści pięć procent. – Inicjały jeszcze niczego nie dowodzą – powiedziała Anna. – Dlatego sprawdziłem korespondencję. Marek położył na wierzch kolejną kartkę.

Krótki list Zielińskiego do Michała: „Twoje 35 zostawiamy, jak ustaliliśmy. Po podpisie Anny uruchamiamy drugi etap”. Anna doczytała zdanie do końca. Teraz schemat zyskał odpowiedź na najważniejsze pytanie.

Michał osłabiał Budpol nie dla cudzego zarobku. Przygotowywał sobie udział w firmie, do której zamierzał zabrać pieniądze, klientów i przyszłość biznesu własnej żony. Anna nie wezwała Michała na rozmowę. Poprosiła Marka o zachowanie znalezionej korespondencji, a Katarzynę o przygotowanie nowych limitów płatności.

– Do wieczora niczego nie zmieniamy. Nie powinien zrozumieć, ile wiemy. – Jutro cofniemy wydane przez pana pełnomocnictwa do części transakcji i ograniczymy duże operacje – odpowiedział prawnik. – Formalności pracownicze załatwimy osobno.

– Chcę, żeby Michał uwierzył, że jestem gotowa wrócić do Wiśniewskiego. Nic nie obiecywać, tylko negocjacje. Anna zadzwoniła do męża. – Spotkajmy się jeszcze raz z Wiśniewskim.

W słuchawce zapanowała krótka cisza. – Zgadzasz się? – Jestem gotowa rozmawiać. Głos Michała od razu złagodniał.

– Wiedziałem, że się uspokoisz. – Kiedy? – Jutro po obiedzie. – Zorganizuję.

Po kilku minutach stał już przy biurku Zuzanny. Dziewczyna słuchała go z uśmiechem. Michał pochylił się bliżej, coś powiedział, a ona cicho się zaśmiała. Widząc Annę za szklaną przegrodą, oboje natychmiast spoważnieli.

– Pan Wiśniewski przyjedzie jutro – poinformował Michał. – Szybko się dogadali. Jest zainteresowany projektem tak samo jak ty. Michał nie wyczuł drugiego dna.

– Oczywiście. Dziesięć lat pracuję dla tej firmy. Po obiedzie Anna pojechała do Stefana Wiśniewskiego. Ojciec Michała miał sześćdziesiąt osiem lat.

W młodości pracował jako główny inżynier w dużym przedsiębiorstwie. Synowa położyła przed nim wydruk z nazwiskiem Zielińskiego. – Zna go pan? – Tomka?

On i Michał uczyli się razem. Kilka lat temu znowu zaczęli się kontaktować, a Michał mi mówi, że prawie go nie zna. – Czyli kłamie. Anna zapytała, czy syn skarżył się na swoje położenie w firmie.

– Mówił, że to przykre tyle lat pracować i pozostawać mężem szefowej. Radziłem, żeby założył coś swojego. Zeszłej zimy odpowiedział: „Głupio zaczynać od zera, kiedy obok wszystko jest już gotowe”. – Myślał, że się złości.

Anna opowiedziała o wątpliwych płatnościach i związku z Granitem. Żegnając ją, teść powiedział:

– Jeśli okaże się, że on maczał palce w pieniądzach firmy, nie kryj go dla mnie. – Nie będę. Wieczorem Michał zamówił kolację i mówił o przyszłości tak pewnie, jakby transakcja już się odbyła.

– Zamkniemy dziurę kasową, uruchomimy obiekt, potem można sprzedać część aktywów. Maja jest już dorosła. Pora, żebyś pożyła dla siebie. Mąż wspomniał o córce Anny z pierwszego małżeństwa.

Miała osiemnaście lat, studiowała i mieszkała w innym mieście. Matka w pełni utrzymywała dziewczynę, kupiła jej mieszkanie i co miesiąc wysyłała pieniądze. – A ty czym się zajmiesz? – zapytała Anna.

– Może swoim projektem z Zielińskim? Spieszył się. – Znowu? Niech w domu nie będzie przesłuchań.

Po minucie mąż już omawiał jesienny urlop. Anna myślała o mieszkaniu dla Zuzanny, o trzydziestu pięciu procentach Granitu i ukradzionych klientach. Przerażała ją łatwość, z jaką Michał nadal udawał zwykłe życie rodzinne. Następnego ranka Katarzyna przyniosła raport o czterech płatnościach dla Granitu.

W dwóch widać zawyżenie, jedna dubluje opłacone prace. W jeszcze jednej cena jest wyższa od rynkowej o prawie jedną trzecią. Kwota okazała się ogromna. Marek ostrzegł:

– Zachowujemy oryginały, ustalimy możliwą szkodę i przekażemy materiały adwokatowi.

Kwalifikację prawną określą właściwe organy. Na godzinę przed negocjacjami Anna podpisała zarządzenie. Michał stracił możliwość samodzielnego zatwierdzania znaczących płatności, a wcześniej wydane mu pełnomocnictwa do szeregu transakcji zostały wycofane. Około czternastej Zuzanna przyniosła do sali konferencyjnej wodę i nowe egzemplarze umowy.

– Proszę zostać – powiedziała Anna. Dziewczyna się zmieszała. – Na spotkaniu opracowywała pani dokumenty dotyczące Granitu. Może pani będzie potrzebna.

Michał wtrącił się:

– Po co? Ona jest sekretarką. – No właśnie. Zobaczymy, czym ograniczały się jej obowiązki.

– Cieszę się, że zdrowy rozsądek zwyciężył – powiedział Wiśniewski. – Ja również cieszę się z naszego drugiego spotkania. Michał przysunął żonie teczkę. – Zaliczka dla Granitu zmniejszona, kary złagodzone.

Pan Wiśniewski poszedł na rękę. Anna przewróciła kilka stron. – Zieliński pozostaje obowiązkowym podwykonawcą. – Zapewnia wymagane wolumeny – odparł Wiśniewski.

– Czym? Granit ma niewielką załogę i mało własnego sprzętu. Zatrudniają partnerów. Po co przelewać dużą zaliczkę pośrednikowi?

Uśmiech zniknął z twarzy przedsiębiorcy. – To zwykła praktyka gospodarcza. – Dla mnie już nie. Michał zirytowany powiedział:

– Zaczynamy wszystko od nowa.

– Nie. Teraz kończymy. Anna wyjęła kopię decyzji ojca. – Siedem lat temu Zieliński już próbował wejść do Budpolu.

Jan Kowalski odmówił po sprawdzeniu kosztorysów. Teraz ten człowiek otrzymuje nasze pieniądze, klientów i wewnętrzne tabele. – Stare historie nie mają związku z projektem – odparł mąż. – Mają.

Bo ustaliłam, kto ma otrzymać udział w Granicie po moim podpisie. Zuzanna gwałtownie podniosła głowę. Przed Michałem legł wydruk. – A.

B. D. Inicjały mogą być czyjekolwiek – powiedział. – Zgadzam się.

Anna położyła na wierzch list Zielińskiego. – „Twoje 35 zostawiamy, jak ustaliliśmy. Po podpisie Anny uruchamiamy drugi etap”. Ciszę przerwał Wiśniewski.

– Nie mam nic wspólnego z tą korespondencją. – Dobrze. – To po co mnie pan tu zaprosił? – Aby osobiście poinformować: umowy nie będzie.

Gwałtownie wstał. – Rozmowa skończona. Przy drzwiach rzucił do Michała:

– Z rodziną radź sobie sam. Kiedy drzwi się zamknęły, Michał wpadł w furię.

– Rozumiesz, co zrobiłaś? Zatrzymałaś projekt, po którym obiecali ci jedną trzecią cudzej firmy. – Nie cudzej. Zamierzałeś rozwijać nowy kierunek w tajemnicy przede mną.

– A jak z tobą jeszcze rozmawiać? Twój ojciec tak wszystko urządził, żebym na zawsze pozostał najemnym pracownikiem. Zuzanna skierowała się do wyjścia. – Proszę zostać – powiedziała Anna.

– Ona nie ma z tym nic wspólnego – gwałtownie sprzeciwił się Michał. – Ciekawe. Rano byłeś gotów zrzucić na nią wyciek plików. – Przestań robić przedstawienie.

Anna wezwała Marka. Wszedł razem z Katarzyną. – Panie Michale – powiedział prawnik – informuję, że część pełnomocnictw została odwołana. Wewnętrzne limity zmienione.

Znaczących operacji finansowych bez dodatkowego uzgodnienia nie może pan już przeprowadzać. Mąż spojrzał na żonę. – Postanowiłaś mnie wyrzucić z firmy? – Teraz chronię majątek firmy.

– Przede mną? – Tak. Roześmiał się. – Naprawdę myślisz, że sama wszystko zbudowałaś?

Twój tata oddał ci gotowy biznes, a ja przez dziesięć lat go ciągnąłem i otrzymywałem za pracę pensję, premię i uprawnienia. Ja tu zrobiłem połowę obrotu. Katarzyna rozłożyła raport. – Jednocześnie trzech klientów po odmowie naszego działu handlowego przeszło do Granitu.

– Zbieg okoliczności. – A wewnętrzne ceny Zieliński też poznał przypadkiem? – zapytała Anna. Michał podszedł do stołu.

– Postanowiłaś mnie zniszczyć? – Nie. Sam to zrobiłeś. Spojrzał na Zuzannę.

Anna zobaczyła ten sam strach, który zauważyła na nagraniu z parkingu. – I jeszcze jedno. Wiem, jakie są wasze relacje. Sekretarka zastygła.

– Co ty mówisz? – zapytał mąż. – Wczoraj kamera na parkingu nagrała wasz pocałunek. Zuzanna zakryła usta dłonią.

Michał po raz pierwszy nie znalazł natychmiastowej odpowiedzi. – Jakie jeszcze nagranie? – Zwykłe nagranie z systemu bezpieczeństwa. Nie prosiłam o śledzenie was.

Sprawdzaliśmy przemieszczanie pracowników po pracy. Zuzanna szepnęła:

– Michał. Odwrócił się do niej. – Cicho.

Anna spojrzała na dziewczynę. – Wczoraj twierdziła pani, że nic między wami nie ma. – Bałam się. – Ile czasu?

Zuzanna spuściła głowę. – Prawie rok – westchnęła. – Kazałem ci milczeć – rzucił Michał. Dziewczyna drgnęła, a potem niespodziewanie podniosła głos:

– Dlaczego?

I tak zamierzałeś od niej odejść po transakcji? Wszyscy zamilkli. Michał pobladł. – Zuzanno, znowu mnie obarczasz winą, jak dzisiaj z mailami.

Anna odwróciła się do męża. – Po transakcji zamierzałeś odejść? Zrozumiał, że zaprzeczanie jest bezcelowe. – Tak.

– I mieszkanie jej kupić? – Pomóc. – Za jakie pieniądze? – Za swoje.

– Dlaczego termin pierwszej wpłaty jest ustalony zaraz po transakcji Wiśniewskiego? – Zbiegło się. – Zbyt wiele rzeczy u ciebie się zbiega. Michał gwałtownie uderzył dłonią w stół.

– Mam dość tłumaczeń. Przez dziesięć lat żyłem obok kobiety, która uważała wszystko za swoje. – Firma jest naprawdę moja. – No właśnie.

Nawet teraz to mówisz, bo to fakt prawny. Byłem dla ciebie pracownikiem z obrączką na palcu. – Byłeś moim mężem, dopóki nie postanowiłeś ukraść mi przyszłości. – Nic nie ukradłem.

– To wyjaśnij Granit, klientów, fikcyjne akty i swoje trzydzieści pięć procent. Milczał. – Ojciec nie bez powodu odmówił ci udziałów. Twarz Michała wykrzywiła się.

– Nie waż się go w to wplątywać. – On rozpoznał cię wcześniej niż ja. – Jeszcze pożałujesz. Marek natychmiast wtrącił się:

– Groźby są tu zbędne.

– To nie groźba – cedził Michał. – To fakt. Chwycił marynarkę i rzucił do Zuzanny:

– Idziemy. Dziewczyna została na miejscu.

– Dokąd? – Ze mną. – Pięć minut temu próbowałeś zrzucić na mnie swoją korespondencję. Teraz nie ma czasu.

– Dla ciebie nigdy nie ma czasu, gdy trzeba odpowiadać. Michał przeklął i wyszedł sam. Zuzanna zapłakała. – Nie wiedziałam o tych udziałach.

– Potrzebuję nie przysiąg, lecz dokumentów. Proszę przypomnieć sobie wszystkie polecenia Michała. Zuzanna skinęła głową. – Kilka razy dawał mi zamknięte koperty dla Zielińskiego.

Prosił też, żeby część plików zapisywać w ogólnym archiwum. Marek od razu zapytał:

– Jakie dokładnie? – Nie pamiętam wszystkiego. Była umowa wiosną.

Pan Michał zabrał oryginał po rejestracji z Granitem. – Co to za umowa? – Ramowa. A potem było dodatkowe porozumienie.

Anna zaniepokoiła się. – Jakie? Zuzanna spojrzała na nią zagubiona. – Nie czytałam.

Widziałam tylko pierwszą stronę. Było tam coś o prawie pierwszeństwa lub wyłączności. Marek natychmiast zmienił wyraz twarzy. – Na co?

– Na jakieś zamówienia. Michał powiedział, że potem będzie nowa wersja i kazał mi zachować kopię w ogólnym folderze. – Kiedy to było? – Jakieś trzy miesiące temu.

Marek odwrócił się do Anny. – Musimy natychmiast sprawdzić rejestr umów. W elektronicznym archiwum umowa ramowa rzeczywiście się znalazła. Została zawarta przez Michała w ramach obowiązującego wówczas pełnomocnictwa i sama w sobie nie wyglądała na niebezpieczną.

Dodatkowego porozumienia nie było. Katarzyna podniosła dziennik rejestracji. – Oto numer załącznika. Istniał.

– Oryginał gdzie? – zapytała Anna. Zuzanna pobladła. – Michał zabrał.

– Jest pani pewna? – Sama mu dałam teczkę. Marek szybko przejrzał pełnomocnictwa. – Jeśli załącznik zawiera zobowiązania, które wykraczały poza ustalony limit, można to jeszcze kwestionować pod względem zakresu pełnomocnictwa.

Ale najpierw trzeba znać tekst. A jeśli nie wykraczały…

Prawnik nie odpowiedział od razu. – Wtedy wszystko jest bardziej skomplikowane. Wieczorem Anna przekazała zebrane materiały adwokatowi w celu przygotowania oficjalnego zgłoszenia w sprawie możliwych szkód dla firmy.

Żadnych głośnych oświadczeń nie składała. Nie chciało się wracać do domu, ale trzeba było zabrać osobiste dokumenty. Michała tam nie było. Około dwudziestej trzeciej zadzwonił Stefan Wiśniewski.

– Był u mnie. – Co mówił? – Krzyczał, że wszyscy uważali go za nikogo. Potem powiedział coś dziwnego.

– Coś? – „Niech się cieszą, że zerwali z Wiśniewskim. Oni nawet nie rozumieją, że najważniejsze już zostało podpisane”. – Tak powiedział?

– Tak. Zadzwoniła do Marka. Po pół godzinie prawnik znowu był w biurze. Katarzyna dołączyła do sprawdzania z domu.

Przejrzeli elektroniczny rejestr, podstawy płatności i dzienniki. Prawie o północy Marek znalazł link do brakującego załącznika. – Tu jest napisane: „Ekskluzywny wykonawca dla grupy kontraktów”. Zgodnie z dodatkowym porozumieniem…

Anna poczuła, jak wszystko w niej zamiera.

– Jakich kontraktów? – Listy brak. Powinna być w samym dokumencie. – Czyli Michał mógł już oddać Granitowi część naszych zamówień?

– Mógł podpisać dokument z takimi warunkami. Czy będzie ważny i w jakim zakresie, ustalimy po zapoznaniu się z oryginałem. Telefon Anny zawibrował. Wiadomość przyszła z nieznanego numeru.

Zdjęcie pierwszej strony umowy. Poniżej jedyny wiersz: „Szukacie tego? Zapytajcie męża. Komu teraz należą wasze najlepsze zamówienia?

Anna powiększyła zdjęcie. Na dole widniał podpis Michała Wiśniewskiego, a obok pieczęć Granitu. Rano Marek już czekał na Annę w gabinecie. Na stole leżało wydrukowane zdjęcie, przysłane w nocy z nieznanego numeru.

Prawnik powiększył dolną część strony i porównał dane z umową ramową. – Podpis Michała wygląda na prawdziwy. Pieczęć Granitu też. Ale na podstawie jednego zdjęcia nie wyciągamy wniosków.

Potrzebny jest cały dokument. – Numer zgadza się z dziennikiem? – Tak. I data ta sama.

Anna usiadła naprzeciwko. – Czyli Zuzanna się nie pomyliła? – Chyba nie. Pokazał jej stare pełnomocnictwo Michała.

– Dyrektor handlowy mógł zawierać pojedyncze umowy w ramach ustalonej kwoty, ale nie miał prawa bez zgody dyrektora generalnego przekazywać zewnętrznej organizacji wyłącznych praw do znaczącej grupy aktywnych zamówień. Jeśli w załączniku rzeczywiście wymieniono duże kontrakty, Michał wyszedł poza zakres uprawnień. Ponadto Granit wiedział, z kim ma do czynienia. To ważne.

Telefon Anny zadzwonił. Numer był nieznany. – Pani Anno Kowalska – przedstawił się Tomasz Zieliński. Anna włączyła tryb głośnomówiący.

– Myślę, że musimy się spotkać. – To pan wysłał zdjęcie? – Ja. Marek ruchem ręki poprosił, żeby nie waśnić.

– Po co? – Bo Wiśniewski wczoraj dał do zrozumienia, że ja zostanę na lodzie. A na to się nie pisałem. Anna chłodno odpowiedziała:

– Pan się podpisał na coś innego?

– Nie przez telefon. Spotkanie umówiono w gabinecie adwokata Anny. Zieliński przyjechał ze swoim prawnikiem i przyniósł teczkę. – Nie zamierzam udawać niewiniątka – powiedział Tomasz.

– Ale o części tego, co Michał zaplanował, dowiedziałem się już po pierwszych umowach. – Klientów zabieraliście nam świadomie. – Tak. – Ceny znaliście z naszych wewnętrznych tabel.

Zamilkł. Marek otworzył teczkę. Leżało tam to samo dodatkowe porozumienie. W załączniku figurowało sześciu klientów Budpolu.

Granit otrzymywał prawo pierwszeństwa do nowych wolumenów i możliwość jako pierwszy zawierać umowy na kolejny etap prac. W dwóch pozycjach przewidywano przekazanie części już uzgodnionych zamówień po wystąpieniu formalnych warunków. Anna czytała i dochodziło do niej zrozumienie. – On to podpisał trzy miesiące temu?

– Tak – odpowiedział Zieliński. – Michał mówił, że pani jest w to zaangażowana. – I pan uwierzył? – Opłacało mi się wierzyć.

– Wreszcie uczciwie. Tomasz położył obok wydruki wiadomości. Wynikało z nich, że po transakcji z Wiśniewskim Michał liczył na udział w Granicie. Część środków z nowego projektu planowano przeznaczyć na rozbudowę firmy Zielińskiego, a klientów Budpolu stopniowo przenosić, by spadek obrotów wyglądał naturalnie.

Osobno wspomniano o mieszkaniu Zuzanny: „Po zakończeniu transakcji załatwię sprawę pierwszej wpłaty. Czeka”. Anna zatrzymała wzrok na linijce, potem odwróciła stronę. Osobiste sprawy nie mogły już przysłonić najważniejszego.

Tego samego dnia adwokat przygotował dokumenty do zaskarżenia dodatkowego porozumienia i roszczenia o odszkodowanie. Materiały dotyczące fikcyjnych aktów i wątpliwych płatności przekazano organom ścigania w ustalonym trybie. Anna nie próbowała dowiedzieć się, co dokładnie będzie się działo dalej. Wystarczyło jej wiedzieć, że dowody zostały zabezpieczone i oficjalnie przyjęte.

Michał pojawił się wieczorem. Wszedł do gabinetu bez dawnej pewności siebie. – Zieliński był u ciebie? – Był.

– Zdrajca. – Ciekawe słowo z twoich ust. – On wszystko zrzuci na mnie. Pokażę dokumenty.

– To wystarczy. Michał usiadł naprzeciwko. – Anno, posłuchaj. Możemy się zatrzymać.

Zrezygnuję z Granitu. Wycofam się ze wszystkich ustaleń. Nie zgłaszasz żadnych roszczeń, a my spokojnie się rozwodzimy. – Czyli przyznajesz, że zamierzałeś odejść?

– Już mówiłem. – A firmę zamierzałeś zostawić mi po tym, jak wyciągniesz z niej klientów i pieniądze? – Chciałem otrzymać swoje. – Twoje było to, co zarobiłeś.

Pensja, premia, wspólny majątek. Biznes mojego ojca nigdy nie był twoim. Pochylił się do stołu. – Przez dziesięć lat harowałem.

Mogłem odejść w każdej chwili, stworzyć firmę, kupić udziały. – Zaproponować mi uczciwą transakcję. Wybrałeś co innego. Michał po raz pierwszy mówił ciszej.

– Twój ojciec nigdy by na to nie pozwolił. – Ojciec umarł. Ja decydowałam. Ale ty nawet nie zapytałeś.

Mąż spojrzał na nią i zrozumiał, że dawnej Anny, którą można było przekonać pilnością, strachem i słowami o rodzinie, już nie ma. – A Zuzanna? – zapytała. – Ona też była częścią tego twojego?

– Nie zaczynaj. – Nie będę. Po prostu zapamiętam, że mieszkanie kochance planowałeś opłacić wtedy, gdy moja firma miała wejść w długi. – Zamierzałem zwrócić pieniądze.

– W jaki sposób? Odpowiedzi nie było. – Jutro otrzymasz dokumenty od mojego pełnomocnika – powiedziała Anna. – Rozwodem zajmuje się adwokat.

W sprawach służbowych komunikujesz się tylko pisemnie. Michał wstał. – Pożałujesz. – To zdanie już słyszałam.

Wyszedł, nie trzaskając drzwiami. Zuzanna pojawiła się następnego dnia bez zwykłego makijażu, z wnioskiem o zwolnienie. – Rozumiem, że tu już pracować nie mogę. Anna nie podpisała od razu.

– Najpierw przekaże pani sprawy i złoży pisemne wyjaśnienia dotyczące dokumentów, które przez panią przechodziły. – Dobrze. – Michał z panią? Zuzanna spuściła głowę.

– Nie. Wczoraj powiedział, że z mojego powodu wszystko się zawaliło. Anna prawie się nie zdziwiła. – A mieszkanie?

– Jakie teraz mieszkanie? Sekretarka zamilkła, po czym dodała:

– Mówił, że po transakcji wyjedziemy na miesiąc, potem się rozwiedzie. Wierzyłam. – Wiedziała pani, że wywodzi klientów?

– Nie wiedziałam tylko, że przygotowuje nową firmę i uważa, że ma prawo do części biznesu. Myślałam, że potem się dogadacie. – Wygodnie było tak myśleć. Zuzanna skinęła głową.

– Tak. Anna nie zamierzała jej upokarzać. Dziewczyna sama wybrała dorosłego żonatego mężczyznę i przez rok kłamała jego żonie w twarz. Ale to nie ona wymyśliła schemat finansowy.

Po tygodniu Michał oficjalnie przestał pracować w Budpolu. Jego uprawnienia zostały cofnięte, dostępy zablokowane, dokumenty przekazane komisji. Wiśniewski przysłał suche pismo o zerwaniu negocjacji i próbował przedstawić to jako zwykłe rozbieżności handlowe. Nie udało się.

Kilku partnerów dowiedziało się o konflikcie wokół Granitu i odmówiło wejścia w projekty Wiśniewskiego do czasu zakończenia sporów. Zieliński, ratując się, przekazał przez adwokata dodatkowe dokumenty. Jego własna sytuacja pozostała trudna. Współpraca nie anulowała udziału w wątpliwych operacjach.

Najniebezpieczniejsze dla Budpolu okazało się dodatkowe porozumienie. Jednak Marek miał rację: łączna wartość kontraktów, których ono dotyczyło, przekroczyła limit uprawnień Michała. Ponadto wewnętrzna korespondencja potwierdzała, że Zieliński wiedział o braku zgody Anny. Po kilku miesiącach sąd uznał sporne postanowienia za nieważne.

Granitowi nie udało się zabrać najlepszych zamówień. W części już przelanych środków Budpol odzyskał pieniądze. W pozostałych roszczeniach postępowania trwały nadal. Oddzielna kontrola fikcyjnych aktów szła swoim torem.

Anna nie budowała życia wokół oczekiwania na czyjeś ukaranie. Początkowo firmie było ciężko. Musiała zrezygnować z dużego projektu Wiśniewskiego, zrewidować wydatki i osobiście spotykać się z klientami, których wcześniej prowadził Michał. Jeden z nich powiedział:

– Myśleliśmy, że sama pani zdecydowała się wycofać z rynku.

– Kto pani to powiedział? – Michał zapewniał, że Budpol będzie stopniowo ograniczać część działań. Po tym spotkaniu Anna ostatecznie zrozumiała skalę oszustwa. Mąż nie ratował firmy przed kryzysem.

Sam stwarzał pozory jej upadku. Katarzyna Wróbel przebudowała kontrolę finansową. Marek dopilnował, aby żadna duża umowa nie przechodziła już bez podwójnej weryfikacji. Zbędni pośrednicy zostali usunięci.

Po pół roku obrót jeszcze nie wrócił do poprzedniego poziomu. Za to zyski przestały rozpływać się w dziwnych płatnościach. Kilka tygodni po odejściu Michała Anna zebrała kierowników działów. Nie opowiedziała pracownikom szczegółów konfliktu rodzinnego i nie zamieniła spotkania w publiczne zdemaskowanie byłego męża.

– Firma miała problemy z wewnętrzną kontrolą. Wykryliśmy je i naprawiamy. Będziemy pracować dalej. Ludzie czekali na głośne wyznania, ale nie nastąpiły.

Dla Anny było to ważne. Budpol nie powinien był stać się miejscem, gdzie omawia się jej rozwód. Później Katarzyna przyznała:

– Wielu obawiało się, że po odejściu Michała wszystko się rozpadnie. Ja też się bałam.

Teraz już nikt się nie boi. Ta krótka rozmowa okazała się dla Anny ważniejsza niż dziesiątki gratulacji. Po raz pierwszy poczuła, że przedsiębiorstwo przestało być dziedzictwem, które trzeba tylko utrzymać. Teraz to był biznes, za który odpowiadała sama.

Maja przyjechała do matki na kilka dni po sesji. Anna obawiała się rozmowy, ale córka już wiedziała, co najważniejsze. – Michał dzwonił do mnie – powiedziała. – Co chciał?

– Żebym ci wytłumaczyła, że wszystko zrujnowałaś. – I co odpowiedziałaś? – Że dorośli ludzie sami odpowiadają za to, co robią. Anna uśmiechnęła się po raz pierwszy od dawna.

– Nie chcę, żebyś wybierała między nami. – Mamo, on nie jest moim ojcem. Ale kochałam go jak bliską osobę, dlatego mnie też boli. Długo siedziały w kuchni, rozmawiając o najzwyklejszych rzeczach.

I właśnie ta zwykłość okazała się zbawienna. Rozwód zakończył się bez pojednania. Wspólnie nabyty majątek podzielono zgodnie z prawem. Kontrola nad Budpolem pozostała u Anny.

Główna część biznesu należała do niej niezależnie od małżeństwa. Michał otrzymał to, co rzeczywiście stanowiło jego udział we wspólnym majątku rodzinnym, ale firmy, dla której zrujnował małżeństwo, nie otrzymał. Zuzanny relacje zakończyły się jeszcze wcześniej. Mieszkania nikt nie kupił.

Pewnego razu Stefan Wiśniewski zadzwonił do byłej synowej. – Anno, chciałem powiedzieć. Nie chowaj do mnie złości za syna. – Nie odpowiadasz za niego.

– On prawie ze mną nie rozmawia. Może kiedyś zrozumie. A jeśli nie, to już jego wybór. Wiosną Anna przyjechała do biura o ósmej rano.

Katarzyna przyniosła raport za kwartał i położyła go przed nią. – Proszę spojrzeć na ostatnią linijkę. Zysk okazał się wyższy niż rok temu, przed rozpoczęciem kryzysu. – Przy mniejszym obrocie?

– zdziwiła się Anna. – Bez Granitu, zbędnych pośredników i dziwnych podwykonawców. Marek zajrzał do gabinetu. – Nowa umowa gotowa.

Wszystkie załączniki sprawdzone. Anna otworzyła teczkę. Przed podpisem przeczytała każdą stronę. Kiedyś wydawało jej się, że zaufanie oznacza możliwość niesprawdzania bliskiej osoby.

Teraz znała cenę takiego błędu. Za oknem zaczynał się zwykły dzień pracy. Pracownicy wchodzili do biura, telefony dzwoniły, otwierano place budowy. Anna złożyła podpis, tym razem pod umową, która rzeczywiście działała na korzyść jej firmy, a nie przeciwko niej.

Zamknęła teczkę i spojrzała na zdjęcie ojca stojące na półce. Budpol pozostał jej dziełem, Maja jej rodziną, a wszystko inne, co Michał próbował zabrać wraz z pieniędzmi, okazało się tym, bez czego Anna doskonale nauczyła się żyć.