Przez długi czas nie mogłem przyzwyczaić się do pustego mieszkania. Każdy kąt przypominał mi o rzeczach, które kiedyś tu były: o zapachu kawy, o głosach domowników, o drobnych kłótniach, które nagle stały się wspomnieniami. Ale czas płynął, a ja powoli zaczynałem łapać równowagę.

Dopiero gdy wyjechałem na południe Polski i trafiłem w Bieszczady, poczułem, że to jest miejsce, w którym mogę oddychać.