O trzeciej nad ranem zadzwonił telefon. Kobieta po drugiej stronie płakała. „Doktorze, to cud. Mój ojciec przeżył”. Mówiła o panu José Mendozie, moim siedemdziesięcioletnim pacjencie, który dostał…

Co zrobiłbyś, gdybyś nagle dostał zawału serca, będąc zupełnie sam? Przede mną, w moim gabinecie, siedziało tysiące pacjentów, którzy myśleli, że znają odpowiedź. A potem przychodził ten jeden telefon o trzeciej nad ranem, który zmieniał wszystko. Jestem doktor Esteban Ramirez.

Thumbnail

Mam osiemdziesiąt trzy lata i praktykuję kardiologię od ponad czterech dekad. Leczyłem ponad sześćdziesiąt tysięcy pacjentów z chorobami serca. I dziś chcę wam powiedzieć coś, co może zaważyć na waszym życiu. Kilka tygodni temu zadzwonił do mnie telefon.

Była trzecia w nocy. Po drugiej stronie słuchawki płakała kobieta. Doktorze, to cud. Mój ojciec przeżył.

Dziękuję, że go pan nauczył, co robić. Mówiła o panu José Mendozie, moim siedemdziesięcioletnim pacjencie. Doznał zawału w domu, całkowicie sam, bez niczyjej pomocy. Udało mu się zachować przytomność, wykonać kroki, których nauczyłem go miesiącami wcześniej, i dotrzeć do szpitala na czas.

Kiedy się spotkaliśmy, powiedział mi coś, czego nie zapomnę do końca życia. Gdybym nie pamiętał tego, co mi pan wyjaśnił, doktorze, dziś bym nie żył. To, co uratowało panu José życie, nie było szczęściem. To było przygotowanie.

To było wysłuchanie, przećwiczenie, bycie gotowym. I to samo chcę dzisiaj dać wam. Bo kiedy doznajecie zawału w samotności, wasze szanse na śmierć sięgają osiemdziesięciu dziewięciu procent. Ale jeśli wiecie, co robić w pierwszych dziesięciu sekundach, te szanse zmieniają się diametralnie.

Możecie mieć nawet dziewięćdziesiąt dwa procent szans na przeżycie. Wiecie, co stanowi różnicę? Wiedza kontra niewiedza. Między życiem a śmiercią brak informacji może być śmiertelny.

Ale zanim nauczę was tych kroków, musicie zrozumieć coś bardzo ważnego. Zawał nigdy nie przychodzi jak w telenowelach. To nie jest tak, że bohater chwyta się za klatkę piersiową, krzyczy i pada na podłogę. Rzeczywistość jest o wiele cichsza, bardziej zagmatwana i znacznie bardziej niebezpieczna.

Dzień, w którym pan José dostał zawału, wydawał się normalny. Wstał o piątej, jak zwykle. Przygotował kawę, usiadł, żeby przeczytać gazetę. Ale nagle poczuł coś dziwnego w klatce piersiowej.

To nie był ostry ból. To było jak niewygodny ucisk, jakby coś ściskało jego serce od środka. Pomyślał, że może zjadł za dużą kolację. Może to niestrawność.

Ale minęło dziesięć minut, a dyskomfort nie ustępował. Wręcz przeciwnie, nasilał się. Trzydzieści minut później zaczął odczuwać drętwienie lewej ręki, potem tępy ból w szczęce. I w tej chwili pomyślał: to jest zawał.

I ta świadomość zmieniła wszystko. Gdyby powiedział sobie: na pewno to wiek albo stres, przejdzie, prawdopodobnie nie żyłby, żeby o tym opowiedzieć. Statystyki nie kłamią. Osiemdziesiąt siedem procent osób, które doznają zawału, myli objawy z czymś innym.

Myślą, że to problem trawienny, przeziębienie albo ból mięśni. I podczas gdy marnują cenny czas, serce ulega uszkodzeniu z każdą minutą, która mija bez opieki. Posłuchajcie tego uważnie. Osoby powyżej sześćdziesiątki piątki, które żyją samotnie, mają czterokrotnie wyższe ryzyko śmierci z powodu zawału niż te, które są w towarzystwie.

I to nie dlatego, że mają słabsze serce. Ale dlatego, że będąc samemu, często nie wiedzą, co robić. Albo nie robią nic wcale. Ale to nie musi się wam przydarzyć.

Nawet jeśli jesteście sami, możecie się przygotować, możecie nauczyć się, co robić, i możecie działać we właściwym momencie. Pan José nie uratował się dzięki szczęściu. Uratował się, ponieważ miesiącami wcześniej uczestniczył w prelekcji, na której wyjaśniałem dokładnie, co robić, gdyby dostał zawału w samotności. A gdy nadszedł ten moment, pamiętał każdy krok.

Zamiast panikować, spojrzał na zegarek, wziął głęboki oddech i powiedział: dobrze, teraz muszę rozpocząć proces krok po kroku. Oto różnica między kimś, kto jest przygotowany, a kimś, kto nie jest. Ci, którzy są przygotowani, zachowują spokój nawet w najgorszym momencie, bo wiedzą, co robić, jak to robić i w jakiej kolejności. Ci, którzy nie są przygotowani, paraliżują się, desperacko szukają pomocy i często podejmują decyzje, które pogarszają sytuację.

A jeśli dodatkowo macie nadciśnienie, cukrzycę, wysoki cholesterol albo palicie papierosy, ryzyko jest jeszcze większe. Ale najważniejsze jest to: nawet jeśli macie wszystkie te czynniki przeciwko sobie, jeśli jesteście przygotowani, możecie przeżyć. I to z jak najmniejszym uszkodzeniem. Pan José jest dziś całkowicie wyleczony.

Znów chodzi, czyta, cieszy się wnukami. A wszystko dzięki wcześniejszemu przygotowaniu. Teraz przejdźmy do sygnałów, które daje wam ciało przed zawałem. Bo zawały w przeważającej większości przypadków nie przychodzą nagle.

Wasze ciało was ostrzega. Chcę, żebyście dobrze zapamiętali te sygnały. Zapiszcie je i podzielcie się nimi, bo jeśli kiedykolwiek je poczujecie albo zobaczycie u kogoś bliskiego, będziecie mogli działać w porę. Sygnał numer jeden.

Uczucie ucisku, ściskania lub ciężaru w środku klatki piersiowej. To nie jest kłujący ból czy pieczenie. To jakby coś bardzo ciężkiego miażdżyło wam klatkę piersiową, jak kamień ułożony dokładnie w środku ciała. Niektórzy pacjenci mówią mi: doktorze, to było tak, jakby ktoś ściskał moje serce dłonią od środka.

I uwaga. Ten ból lub dyskomfort nie trwa kilku sekund i nie znika. Zwykle utrzymuje się dłużej niż piętnaście minut i nie poprawia się po zwykłych lekach. Sygnał numer dwa.

Promieniujący ból. Zaczyna się w klatce piersiowej, ale potem rozciąga się na lewą rękę, czasem na obie ręce, szyję, szczękę, a nawet górną część pleców. U kobiet ból szczęki jest szczególnie częsty. Znam pacjentów, którzy myśleli, że to problem dentystyczny, i zamiast jechać na pogotowie, dzwonili do dentysty.

Sygnał numer trzy. Ekstremalne zmęczenie bez wyraźnego powodu. Jeśli pewnego dnia czujecie się wyczerpani bez żadnego wysiłku, jakby wasze ciało nie mogło już iść dalej, to może być sygnał, że serce nie otrzymuje wystarczającej ilości tlenu. Ten sygnał jest bardzo częsty u kobiet i zwykle pozostaje niezauważony.

Ale jeśli występuje wraz z innymi sygnałami, musisz działać natychmiast. Sygnał numer cztery. Nagła duszność i zimny pot. Jesteś w spoczynku, nie wchodziłeś po schodach, i nagle czujesz duszność, trudno ci oddychać, zaczynasz się pocić zimnym potem, nawet jeśli jest chłodno albo siedzisz przed wiatrakiem.

To jeden z najbardziej alarmujących sygnałów i jest często mylony z atakiem lękowym. Ale jeśli występuje razem z uciskiem w klatce piersiowej albo promieniującym bólem, to wyraźny sygnał, że serce cierpi. Sygnał numer pięć. Zawroty głowy, nudności lub wymioty.

Jeśli nagle poczujesz zawroty głowy, jakbyś miał zemdleć, jeśli masz nudności bez wyjaśnienia albo nawet wymiotujesz, nie przypisuj tego tylko niestrawności. Wielu ludzi bierze środek na żołądek, myśląc: to żołądek, a w rzeczywistości są już w pierwszych etapach zawału. I tu pojawia się coś bardzo ważnego. Nie musisz mieć wszystkich pięciu sygnałów na raz.

Wystarczą dwa albo trzy, żeby podejrzewać zawał. A jeśli masz również czynniki ryzyka, takie jak nadciśnienie, cukrzyca, wysoki cholesterol albo historia palenia, wystarczy jeden z tych sygnałów, żeby działać natychmiast. Pan José rozpoznał trzy z tych sygnałów: ucisk w klatce piersiowej, ból ręki i nagłe zmęczenie. I to wystarczyło, żeby zrozumiał, co się dzieje, i działał bez marnowania czasu.

Dzięki temu uszkodzenie jego serca było minimalne. A teraz przechodzimy do najważniejszej części. Ośmiu kroków, które musicie podjąć, jeśli jesteście sami i zaczynacie czuć, że możecie mieć zawał. Nie musicie być lekarzami.

Nie potrzebujecie specjalistycznego sprzętu. Potrzebujecie tylko pamięci, spokoju i decyzji. Bo nawet jeśli jesteście sami, nawet jeśli mieszkacie daleko od szpitala, te kroki mogą zwiększyć wasze szanse na przeżycie nawet o dziewięćdziesiąt procent. Krok numer jeden.

Gdy tylko zaczniecie odczuwać objawy, przestańcie robić wszystko, co robicie, i usiądźcie w bezpiecznym miejscu. Nie idźcie dalej. Nie myślcie, że to przejdzie. Nie mówcie sobie: poczekam jeszcze kilka minut.

Po prostu przestańcie. Znajdźcie krzesło albo sofę z oparciem i usiądźcie z podpartymi plecami. Nie kładźcie się na podłodze. Siedzenie na podłodze utrudnia krążenie i może pogorszyć wasz stan.

Nie stójcie też. Priorytetem jest utrzymanie stabilności i unikanie upadków. Pan José miał właśnie wyjść na spacer, ale gdy tylko poczuł ucisk w klatce piersiowej, usiadł na ławce w holu, z podpartymi plecami. I dzięki temu nie upadł ani nie stracił przytomności.

Ten pierwszy krok, choć wydaje się prosty, ratuje życie. Krok numer dwa. Rozgryźcie aspirynę. Jeśli macie aspirynę w domu, weźcie tabletkę sto miligramów i natychmiast ją rozgryźcie.

Nie połykajcie jej w całości. Dokładnie ją przeżujcie i pozwólcie rozpuścić się w ustach. Dlaczego? Ponieważ przez rozgryzienie lek wchłania się znacznie szybciej, a to pomaga rozpuścić skrzepy, które blokują tętnicę.

To proste działanie może zmniejszyć uszkodzenie serca nawet o czterdzieści procent. Znam przypadek pani Teresy Gutiérrez, siedemdziesięcioczteroletniej kobiety, która mieszka sama. Pewnego ranka zaczęła się źle czuć. Przypomniała sobie, o czym rozmawialiśmy na prelekcji zdrowotnej, i chociaż była zdenerwowana, rozgryzła aspirynę i wezwała pogotowie.

Kiedy dotarła do szpitala, lekarze powiedzieli jej, że dzięki temu jej serce prawie nie ucierpiało. Jeśli nie macie aspiryny w domu, nie panikujcie. Możecie przejść do następnego kroku. Ale jeśli macie historię chorób serca, powinniście zawsze mieć pudełko pod ręką, najlepiej w widocznym i dostępnym miejscu, na przykład na szafce w kuchni.

A jeśli jesteście uczuleni na aspirynę albo macie wrzody żołądka, unikajcie jej i przejdźcie bezpośrednio do następnego kroku. Krok numer trzy. Zadzwońcie na pogotowie i podajcie swoją lokalizację jasno i wyraźnie. Numer alarmowy może się różnić w zależności od kraju.

Sprawdźcie go i zapiszcie w telefonie. Ale najważniejsze jest podanie swojego adresu jasno i kompletnie na początku rozmowy. Bo podczas zawału możecie stracić przytomność w każdej chwili. A jeśli nie podacie adresu wcześniej, służby medyczne nie będą wiedziały, gdzie was znaleźć.

Powiedzcie tak zaraz po połączeniu: nazywam się Luis Galves. Jestem przy ulicy dwadzieścia pięć, numer sto trzydzieści dwa, mieszkanie trzy B, budynek El Roble. Mam ból w klatce piersiowej i problemy z oddychaniem. Potem spokojnie odpowiadajcie na pytania operatora.

Nie rozłączajcie się. Nie wyolbrzymiajcie, ale też nie bagatelizujcie. Mówcie tak wyraźnie, jak potraficie. Krok numer cztery.

Otwórzcie drzwi do domu i pozostawcie klucz albo kod widoczny. Ten krok jest ważniejszy, niż się wydaje. Jeśli przyjadą ratownicy medyczni, a drzwi będą zamknięte, stracą cenne minuty, próbując się dostać do środka. Jeśli wasze drzwi mają kod elektroniczny, napiszcie kod na dużym kartonie i przyklejcie go przy wejściu.

Jeśli używacie klucza, umieśćcie go w widocznym miejscu, na przykład w doniczce albo na wycieraczce. Nie bójcie się, że wejdzie złodziej. W tej chwili wasze życie jest ważniejsze niż jakikolwiek przedmiot. Krok numer pięć.

Przyjmijcie pozycję odchyloną pod kątem czterdziestu pięciu stopni, z lekko uniesionymi nogami. Nie kładźcie się całkowicie. Nie siedźcie też prosto jak statue. Idealnie jest odchylić ciało do tyłu pod kątem czterdziestu pięciu stopni, opierając się na krześle albo sofie.

I jeśli możecie, lekko unieście nogi na poduszce albo wałku. Dlaczego ta pozycja? Ponieważ w ten sposób pomagacie krwi dalej płynąć do mózgu i serca, bez przeciążania płuc albo układu krążenia. Jeśli położycie się całkowicie, płyn może gromadzić się w płucach.

A jeśli usiądziecie zbyt prosto, serce pracuje ciężej. Krok numer sześć. Wyślijcie krótką wiadomość tekstową do członków rodziny. Nie rozmawiajcie przez telefon.

W tej chwili nie powinniście mówić przez telefon, bo mówienie wiąże się z wysiłkiem, a ten wysiłek może pogorszyć wasz stan. Zamiast tego wyślijcie krótką, bezpośrednią wiadomość tekstową, bez zbędnych szczegółów. Coś w stylu: mam objawy zawału, wezwałem pogotowie. Zabierają mnie do szpitala.

Nie martwcie się, przyjedźcie tam. I nie wysyłajcie jej tylko do jednej osoby. Wyślijcie do dwóch, trzech albo więcej członków rodziny. W ten sposób upewnicie się, że ktoś to zobaczy, nawet jeśli inna osoba nie odpowie.

Krok numer siedem. Oddychajcie głęboko. Wdychajcie powietrze przez cztery sekundy, a wydychajcie przez sześć. Ten rodzaj powolnego, kontrolowanego oddechu zmniejsza obciążenie serca i pomaga utrzymać spokój oraz przepływ tlenu.

Wdychajcie przez nos, licząc w myślach do czterech, i powoli wydychajcie przez usta, licząc do sześciu. Ważne, żeby oddech był brzuszny, a nie tylko piersiowy. Jeśli możecie, wydajcie cichy dźwięk przy wydychaniu, żeby był bardziej kontrolowany. Ta technika nie tylko relaksuje, ale także poprawia krążenie i pomaga zyskać na czasie.

Krok numer osiem. Naciśnijcie wewnętrzną stronę nadgarstka i kaszlnijcie trzy razy mocno. Ten krok jest mało znany, ale może wam pomóc w krytycznym momencie. Kciukiem naciśnijcie mocno wewnętrzną stronę nadgarstka, dokładnie tam, gdzie wyczuwacie tętno.

Jednocześnie mocno kaszlnijcie trzy razy z rzędu. Dlaczego to działa? Ponieważ kaszel generuje ciśnienie wewnątrz klatki piersiowej, które stymuluje przepływ krwi, a naciskanie na tętno reguluje rytm serca. To nie jest zamiennik opieki medycznej, ale narzędzie, które może utrzymać was w stabilnym stanie przez kilka dodatkowych minut.

A te minuty mogą stanowić różnicę między życiem a śmiercią. Pan José zastosował te osiem kroków z pełną precyzją. Nie improwizował, nie wahał się. Działał jak ktoś, kto się przygotował.

Czternaście minut po wezwaniu pogotowia przyjechała karetka. Znaleźli go przytomnego, spokojnego i w poprawnej pozycji. Dziś, miesiące później, jego serce funkcjonuje normalnie. A jego historia już uratowała innych ludzi, którzy obejrzeli ten sam materiał.

Teraz wasza kolej. Nauczcie się tych kroków, zapiszcie je, przyklejcie na lodówce, jeśli trzeba. Bo do tej pory wyjaśniłem, jak działać, jeśli jesteście sami i czujecie, że macie zawał. Ale jest coś jeszcze ważniejszego.

Przygotowanie, zanim to się wydarzy. Bo bez względu na to, ile wiecie, idealnie byłoby nigdy nie musieć tego używać. I to jest możliwe. W ciągu mojej kariery poznałem setki osób po osiemdziesiątce, które nigdy nie doznały zawału.

Wiecie, co miały wspólnego? Trzy proste nawyki, które każdy może przyjąć i które zmniejszają ryzyko zawału o ponad siedemdziesiąt procent. Nazywam je trzema złotymi nawykami. Złoty nawyk numer jeden.

Chodźcie trzydzieści minut każdego dnia. Nie musicie biegać ani robić intensywnych ćwiczeń. Po prostu chodźcie trzydzieści minut każdego dnia. Liczy się nie prędkość, lecz systematyczność.

Opowiem wam o panu Ernesto Salazarze, osiemdziesięciodwuletnim mężczyźnie, który mieszka w Texcoco, w stanie Meksyk. Przez ponad dwadzieścia pięć lat wstaje o szóstej rano i chodzi po parku. Nie ma znaczenia, czy jest zimno, czy gorąco. Moje ciało tego potrzebuje, mówi mi.

Jego ostatnie badanie wykazało, że serce funkcjonuje jak u sześćdziesięciolatka. A jego jedynym sekretem jest to codzienne chodzenie. Złoty nawyk numer dwa. Zmniejszcie maksymalnie spożycie soli.

Sól to jeden z najcichszych wrogów serca. Podnosi ciśnienie krwi, twardnieją tętnice i sprzyja zawałom. A problem w tym, że większość z nas spożywa jej znacznie więcej, niż potrzebuje. Unikajcie przetworzonych produktów, wędlin, zup instant, przemysłowego pieczywa i konserw.

Zamiast tego jedzcie więcej owoców, warzyw, roślin strączkowych i naturalnych produktów. Pani Rosario, lat siedemdziesiąt dziewięć, wyznała mi, że na początku było trudno. Czułam, że jedzenie nie ma smaku, ale po miesiącu moje podniebienie się zmieniło. Teraz nie znoszę słonych potraw, sprawiają, że jest mi ciężko i chce mi się pić.

Od tamtej pory jej ciśnienie krwi utrzymuje się stabilnie. Złoty nawyk numer trzy. Rzućcie papierosy i alkohol, bez względu na swój wiek. Wielokrotnie słyszałem to samo zdanie.

Doktorze, mam już siedemdziesiąt lat. Po co teraz rzucać? I zawsze odpowiadam tak samo: bo wciąż macie czas, żeby poprawić swoje zdrowie. Pan Carlos, lat siedemdziesiąt cztery, rzucił palenie w wieku siedemdziesięciu lat, po pięćdziesięciu latach nałogu.

Myślałem, że to bezużyteczne, ale po sześciu miesiącach lepiej oddychałem, lepiej spałem, a nawet wróciłem do wchodzenia po schodach bez zmęczenia. Nigdy nie jest za późno. Nigdy. Wasze ciało zawsze docenia zmianę.

A jeśli już przyjmujecie leki na ciśnienie, cholesterol albo cukrzycę, nigdy nie przestawajcie ich samodzielnie. Te leki chronią wasze serce. Jeśli uważacie, że już ich nie potrzebujecie, porozmawiajcie z lekarzem, ale nie ryzykujcie sami. I proszę, wykonujcie kontrolne badania serca przynajmniej raz w roku.

EKG, badanie krwi i echo serca mogą wykryć problemy, zanim będzie za późno. Teraz chcę z wami zrobić podsumowanie. Wryjmy to w wasz umysł i serce. Pięć sygnałów ostrzegawczych zawału: ucisk albo ciężar w środku klatki piersiowej, ból promieniujący do ręki, szyi albo szczęki, zmęczenie bez wyraźnej przyczyny, trudności w oddychaniu i zimny pot, zawroty głowy, nudności albo wymioty.

Osiem kroków do działania, gdy jesteście sami: usiądźcie w bezpiecznym miejscu, rozgryźcie aspirynę, zadzwońcie na pogotowie i podajcie adres, otwórzcie drzwi i zostawcie klucz albo kod widoczny, oprzyjcie się pod kątem czterdziestu pięciu stopni z lekko uniesionymi nogami, wyślijcie krótką wiadomość do rodziny, oddychajcie cztery sekundy wdech i sześć sekund wydech, naciśnijcie nadgarstek i kaszlnijcie trzy razy. Trzy złote nawyki, żeby zapobiegać zawałom: chodźcie trzydzieści minut każdego dnia, ograniczcie spożycie soli, rzućcie papierosy i alkohol. Ale jest coś więcej, o co chcę was prosić. Zapiszcie te kroki.

Przyklejcie je na lodówce, obok łóżka, tam, gdzie będziecie je codziennie widzieć. I jeśli możecie, przećwiczcie je. Zachowujcie się tak, jakbyście mieli zawał. Spójrzcie na zegarek.

Usiądźcie. Oddychajcie. Działajcie. To nie jest przesada.

To przygotowanie. To profilaktyka. To miłość do własnego życia. A teraz chcę, żebyście zrobili coś więcej.

Idźcie do lodówki, weźcie kartkę i napiszcie: jestem przygotowany. Jeśli przyjdzie zawał, nie poddam się. Wiem, co robić, i przeżyję. Czytajcie to każdego dnia.

Niech to zdanie będzie waszą obietnicą wobec samych siebie. Bo nie jesteście sami. I bo zasługujecie, żeby żyć wiele więcej lat w zdrowiu, radości i spokoju. Jestem doktor Esteban Ramirez.

Po czterdziestu latach towarzyszenia tysiącom serc zapewniam was: możecie pokonać zawał. A dziś zrobiliście pierwszy krok.